POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 33 (3123) z dnia 2017-08-16; s. 26-28

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Dzieci w sieci

Połowa nastolatków spędza w internecie ponad pięć godzin dziennie. Starsi, ci ze szkół ponadgimnazjalnych, często nawet powyżej sześciu. To już nie jest trend, ale wielka cywilizacyjna zmiana.

Prawie 70 proc. młodych Polaków uczy się poruszania w internetowym świecie w domu, ale na własną rękę. Rodzice pomagają co piątemu. Nauczyciele jednemu na dziesięć. Tak wynika z badania NASK „Nastolatki 3.0”, przeprowadzonego w ostatnich miesiącach wśród uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. „Młode pokolenie w świecie wirtualnym zostało opuszczone przez swoich rodziców, opiekunów, nauczycieli” – odnotowują autorzy.

Ledwo co ukształtowana współczesna cyfrowa inicjacja: uroczysta msza święta, biała komża, pamiątkowe zdjęcia, kartki z życzeniami i elegancko zapakowane pudełka, telefon lub tablet jako komunijny prezent od rodziców czy dziadków – już się dezaktualizuje. Według NASK dzisiejsi gimnazjaliści pierwszy raz weszli do sieci jako 9-latki. Ale badacze widzą wyraźnie, że wchodzą coraz młodsi. Co dziesiąty zaczął wędrować po sieci, zanim nauczył się czytać i pisać. Co piąty nie pamięta, jak to dokładnie było. Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że 30 proc. dzieci rocznych i dwuletnich codziennie używa smartfona, tabletu lub przenośnej konsoli.

Ponad 80 proc. nastolatków wciąż zagląda do internetu w szkole, przy czym, niestety, nie chodzi o wykorzystanie nowoczesnych technologii do nauki, o czym później. 60 proc. siedzi w sieci, jadąc, czy wręcz idąc, np. z domu do szkoły. 75 proc.wertuje sieć, siedząc u znajomych. Pytanie, które się rodzi, to: po co w ogóle do znajomych chodzą? Ale przede wszystkim, dlaczego tak bardzo chcą w sieci być – wolą to, niż leżeć na plaży, jeździć na rolkach, iść do kina? Dlaczego, nawet jeśli porwą się na którąś z tych opcji, i tak nieustająco pozostają online?

Kociaki, nie dyplomy

Chłopiec w bluzie z kapturem wpatrzony w monitor, palce latają po klawiaturze – ten obrazek nastolatka w sieci także pora już przenieść do archiwum. Dziś aktualny jest portret wpatrzonej w ekran smartfona panny. „Dziewczęta korzystają z internetu znacznie częściej i intensywniej niż chłopcy” – piszą badacze NASK. Bycie w sieci zmieniło też formę – bo i główną cechą tego świata jest zmiana.

Jeszcze kilka lat temu centrum sieci zdawały się gry, dostępne z komputera stacjonarnego lub laptopa. Chłopcy potrafili grać całą noc, ale wcześniej często zjeżdżali w kilku do domu jednego z nich i podłączali kable. Siedzieli w jednym pokoju, czasem coś pokrzykując, czasem trochę gadając. Albo zmawiali się do internetowych kafejek na strzelankę i piwo.

Dziś ten świat idzie z człowiekiem wszędzie, w telefonie, a jego centrum to teraz komunikatory, serwisy społecznościowe, Facebook, Snapchat, Instagram. Komunikacja i autoprezentacja. A to właśnie najczęściej robią dziewczyny. Na ściance licealistki, właśnie przyjętej na jeden z najlepszych uniwersytetów świata, wisi galeria zdjęć w pozach kociaka, opatrzonych komentarzami „Beauty!!!”. Tyle. Ale chłopcy już je gonią – i to jedna z wyraźniejszych współczesnych zmian – skupienie, nieraz nadmierne, na męskim pięknie. Niejedna ścianka nastolatka składa się z samych selfie z dziubkiem.

Gry online spadły na odległe ósme miejsce internetowych zajęć, częstsze jest szukanie bieżących informacji, a nawet poszerzanie wiedzy w ramach hobby czy potrzebnej do szkoły (co samo w sobie cieszy; gorzej, że wielu nie sprawdza źródeł tej wiedzy). Łatwa i szybka dostępność wszystkiego to najprostsze z wyjaśnień, dlaczego tak bardzo chce się dziś być w sieci.

– Gdy w urządzeniu jest komunikator, gazeta, telewizja, sklep, encyklopedia i mapa, używa się tego urządzenia często – wykonując różne zadania, do których kiedyś trzeba było zmieniać akcesoria. Dorosłych to też dotyczy – zauważa Przemysław Staroń, psycholog z Uniwersytetu SWPS i nauczyciel z II LO w Sopocie. I dodaje, że atrakcyjność sieciowego świata tak bardzo go nie dziwi. – Kiedyś w tramwaju czy nawet przy posiłku siedziało się z gazetą. A już niezawodnym akompaniatorem rodzinnego obiadu był włączony telewizor. Zainteresowanie informacjami, pociąg do ruchomych obrazków były w nas od zawsze. Podobnie jak trudność z prowadzeniem bezpośredniej rozmowy. Zmieniło się tylko medium i urządzenie używane, by sobie z tym radzić – przekonuje psycholog. Ale zgadza się, że współczesna kolejność nabierania różnych umiejętności tę atrofię pogłębia.

Bo ludzie rozwijają się w kontakcie z innymi – choć też z sobą samym. Stale dostępny telefon pomaga skutecznie tego kontaktu unikać. – Zostawieni sami ze sobą, ze wszystkimi myślami, emocjami i chaosem okresu dojrzewania młodzi często przełączają się online. W ten sposób radzą sobie ze stresem, odcinają się od trudnych uczuć czy problemów. To redukuje napięcie, ale jednocześnie nie pomaga nauczyć się regulowania emocji, nie sprzyja autorefleksji czy szukaniu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]