POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 36 (2209) z dnia 1999-09-04; s. 3-8

Raport

Mirosław Pęczak  [wsp.]Ewa WilkJowita Flankowska  [wsp.]

Dziecięca choroba posiadania

Pewnego dnia ubiegłoroczne trampki twego dziecka okazują się wieśniackie, a wymarzony tak niedawno rower - całkowicie obciachowy. Nagłej i nieodwołalnej dyskwalifikacji ulegają elementy przyodziewku, zabawki i gadżety. Plastikowa wersja bohatera kreskówki, koszulka o określonym kroju, komputer o imponującej przed chwilą pamięci operacyjnej żyją rok, ba, sezon. Z pewnością wielu dorosłych dowiaduje się właśnie, że hitowe w minionym roku szkolnym plecak i piórnik są już kompromitujące. Współcześni rodzice (również ci, którzy odnajdują niekłamaną radość w konsumpcji i podążaniu za modą) zauważają, że dzieci - bardzo powszechnie, już kilkuletnie nawet - wdają się w coraz gwałtowniejszą pogoń za przedmiotami, zaś satysfakcja z ich posiadania trwa absurdalnie krótko. Walczyć z tym czy - wzorem niektórych socjologów - poprzestać na konstatacji, że najmłodsza generacja to już zupełnie nowe społeczeństwo: zbiorowość doskonałych konsumentów?

Pokolenie dzisiejszych polskich czterdziestolatków charakteryzuje się pewnym wspólnym doświadczeniem, intensywnie pielęgnowanym we wspomnieniach. Nazwać je można marzeniem o pierwszych dżinsach z Peweksu. Z jakąż dumą i wzruszeniem generacja ta nosiła na siedzeniach certyfikat jakości w postaci skórzanej naszywki "rifle", "wrangler", "levis".

Toteż czterdziestolatkowie-rodzice wsłuchują się w pragnienia swoich kilku- i kilkunastoletnich potomków ze zrozumieniem, doceniając zresztą swoich rodziców, którzy kosztem wyrzeczeń zaspokajali niezbywalne potrzeby dzisiejszych czterdziestolatków w dziedzinie gramofonowych longplayów, magnetofonów marki Grundig, rowerów-składaków, enerdowskich zegarków Ruhla itd. Również młodsi rodzice, już co prawda bez sentymentalno-heroicznych uzasadnień, hołdują dewizie: "niech ma lepiej i więcej, niż ja miałem". Wydaje się ona czymś oczywistym, głęboko ludzkim i w najmniejszym stopniu nienagannym.

Standard rzeczy, w które wyposaża się dzieci, jest - rzecz jasna - zróżnicowany, i to coraz bardziej; zależy od środowiska, zawartości portfela, lokalnego obyczaju. Ale nawet najskromniej żyjące rodziny, wyłączając patologiczne przypadki zaniedbania dzieci, starają się nie dopuścić do upokorzenia, jakim byłoby dla dziecka odstawanie od rówieśniczej ...