POLITYKA

środa, 27 marca 2019

Polityka - nr 7 (2996) z dnia 2015-02-11; s. 17-18

Polityka

Joanna Solska

Dziedzic

PSL wystawił Adama Jarubasa nie po to, żeby starał się o prezydenturę, ale żeby pomógł partii w ważniejszych wyborach parlamentarnych.

Do roli konia pociągowego marszałek świętokrzyski nadaje się jak nikt w partii. W jego regionie Platforma jest tylko przystawką, którą ludowcy po ostatnich wyborach samorządowych zaczynają już konsumować. Zdobyli aż 46 proc. głosów, czyli dwa razy więcej niż wysoka przecież średnia krajowa, a PO osiągnęła najgorszy wynik w kraju, ledwie 13 proc. Jarubas rządzi tu już trzecią kadencję, za każdym razem zdobywając coraz wyższe poparcie. – Dzięki unijnym pieniądzom, to on je dzieli – podkreśla jednak Andrzej Szejna, szef świętokrzyskiego SLD.

W kampanii prezydenckiej jego przykład ma pokazać prowincji, że PSL może walczyć o całą władzę, a nie tylko o przeczołganie się nad progiem wyborczym. – Bo wybory – tutaj kandydat cytuje Wincentego Witosa – wygrywa się nie w Warszawie, ale na prowincji.

Ile może zebrać? Dotychczas ludowi kandydaci otrzymywali w wyborach prezydenckich od 2 do 7 proc. głosów. Jeśli Jarubas zdołałby się otrzeć o wynik dwucyfrowy, dla Janusza Piechocińskiego może to oznaczać, że ...