POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 15 (2240) z dnia 2000-04-08; s. 91-92

Społeczeństwo / Ludzie

Ewa Nowakowska

Dziedziczna niezaradność

Sytuację dzieci inaczej oceniają posłowie, a inaczej rodzice

Tak się złożyło, że gdy do „Polityki” napływała korespondencja w sprawie dzieci żyjących w ubóstwie, zaniedbanych wychowawczo i poddawanych przemocy w rodzinie (reakcja na raport „Gorsze dzieci” POLITYKA 9), w Sejmie odbyła się debata nad dokumentem „Polityka prorodzinna państwa”, przygotowanym przez biuro pełnomocnika rządu ds. rodziny. Zestawienie obu tych zapisów wprawia w konsternację.

Myślę, że gdyby przedstawiono je ekspertowi z innego kontynentu, po wymazaniu szczegółów umożliwiających identyfikację miejsca akcji, zostałyby uznane za opisy sytuacji w dwóch różnych krajach. Z blisko stu listów wyłania się jedna hierarchia najbardziej zapalnych problemów i wyzwań, przed którymi stoi polityka społeczna wobec rodziny, zaś z owego dokumentu i obszernego uzasadnienia, jakie przedstawiono podczas debaty – druga.

Debata przeszła bez echa. Kilka rzetelnie udokumentowanych wystąpień polemicznych utonęło w ideologicznych przepychankach na temat wyższości koalicji obecnej nad poprzednią i vice versa. Dokument pełnomocnika rządu ds. rodziny został napisany językiem urzędniczej nowomowy, doskonale zakonserwowanym od dziesięcioleci. „Stała troska władz”, „łączny efekt realizacji celów”, „proces inwestowania w kapitał ludzki”, „ścisła współpraca podmiotów, działających w sposób zharmonizowany” tworzą ramy dla koncertu życzeń wszelkiej pomyślności dla polskiej rodziny, która powinna być duża, zdrowa, mieć samodzielne mieszkanie, dochód gwarantowany, prorodzinne programy kulturalne w mediach oraz dobrą kondycję etyczną i intelektualną, gwarantowaną przez konstytucyjny zapis o prawie ...