POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 42 (2778) z dnia 2010-10-16; s. 28-34

Raport

Bartek ChacińskiJędrzej Winiecki  [wsp.]

Dzieje na chaju

Substancje odurzające towarzyszą ludzkości od zarania. Długa jest też historia prób uporania się z nimi. Chemiczne dopalacze to tylko kolejny, pewnie nie ostatni, rozdział.

Ten żyje, kto pije” – uznał polski barokowy poeta Wespazjan Kochowski, gdzieś pomiędzy tworzeniem poezji patriotycznej i religijnej, które były jego specjalnością. Była to najwyraźniej nasza odpowiedź na wcześniejsze o kilka lat stwierdzenie Kartezjusza „Myślę, więc jestem”. Ale tylko to drugie papież umieścił w XVII w. w Indeksie Ksiąg Zakazanych.

Wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy człowiek upił się jeszcze w epoce kamiennej, spożywając przypadkowo sfermentowany miód. Potem zaczął sam wytwarzać piwo, wino, a wreszcie wódkę. Nie był już trzeźwy, budując kulturę egipską, grecką, a wreszcie chrześcijańską. „W Nowym Testamencie Jezus zaaprobował spożywanie alkoholu” – przypomina prof. Bert L. Vallee z Harvardu. Dlaczego? Bo cud w Kanie Galilejskiej to nic innego jak symbol przewagi alkoholu nad wodą. Często brudną, zanieczyszczoną – zdrowiej było pić alkohol. Wielokrotnie próbowano się nim nawet leczyć, na przykład w czasie wielkiej epidemii dżumy w XIV w. Okazał się wówczas kompletnie bezskuteczny, ale przynosił ulgę.

Choroby rozprzestrzeniały się między ...