POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 12 (2950) z dnia 2014-03-19; s. 40-41

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Dzika miłość

Feliks Predkiel dochował się sporej trzódki i niemałych kłopotów. Władza leśna za nic nie chciała uwierzyć, że jego maciora z własnej woli poszła w knieję szukać partnera.

Starszy strażnik łowiecki Zbigniew Jaśkiewicz, szperając w internecie, natrafił na ślad. Urzędowo określił to tak: „Ustaliłem w przeglądarce google, że oferowane są do sprzedaży mieszańce świni i dzika zwane potocznie świniodzikami”. Natychmiast przystąpił do pracy operacyjnej.

Zatelefonował pod wskazany numer i podając się za potencjalnego nabywcę, spytał o adres. Jak każdy strażnik miał wykuty na blachę art. 119 ustawy o ochronie przyrody, który zabrania „krzyżowania gatunków dziko żyjących z domowymi”. To znaczy rozmnażać można, ale za stosowną zgodą Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Starszy strażnik miał dojmujące przeczucie, że Feliks Predkiel ze wsi Studnica pod Legnicą żadnej zgody nie posiada. Skrzyżował gatunki po kryjomu i nielegalnie.

Świniodziki na własne potrzeby

Kiedy do Studnicy zajechał wypasiony terenowiec, hodowca świń Feliks Predkiel zdziwił się, że dwaj niemłodzi już mężczyźni, którzy wysiedli z samochodu, czają się za domem. Pomyślał, że jacyś nieśmiali. Potem dowiedział się, że w towarzystwie starszego strażnika Jaśkiewicza nawiedził go sam ...