POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 41 (3181) z dnia 2018-10-10; s. 18-20

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Dziwna wojna domowa

Narasta absurdalny konflikt lewicy z liberałami, choć wszystkich trzyma na muszce ten sam gajowy. Czy można zakończyć ten spór?

Kiedy obóz władzy załatwia sobie kolejne wyborcze zwycięstwa, po drugiej stronie trwają jatki. Lewica, a przynajmniej znacząca część tej „młodej”, zarzuca tzw. liberałom, że niewiele się różnią od PiS, a w zasadzie są gorsi, bo mniej czuli społecznie. Lub że tzw. PO-PiS celowo blokuje polską demokrację, na zmianę dzieląc się władzą i bonusami z niej płynącymi. Liberałowie zaś mają pretensje do lewicy, że ta skłania się ku PiS, że lekceważy kwestię likwidowanej praworządności i za socjal jest gotowa sprzedać konstytucyjne państwo prawne. Pomijając powody tego sporu wynikające ze złej woli czy jakiejś kalkulacji, być może jego część bierze się z nieporozumień. Warto przeanalizować anatomię tego konfliktu.

Po pierwsze. Lewica posługuje się terminem „liberałowie”, ale nie wiadomo do końca, jakie znaczenie przypisuje temu słowu, więc my – używając tego pojęcia – jednocześnie precyzujemy. Trzeba zacząć od ustroju. Liberalna demokracja to nie „demokracja liberałów”, jak zdają się sądzić niektórzy, ale system polegający na ...