POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2901) z dnia 2013-03-27; s. 94-97

Kultura

Piotr Sarzyński

Dziwne i ciekawe

Po 10 latach przerwy w Wiedniu ponownie udostępniono zwiedzającym słynną kunstkamerę, której zbiory pieczołowicie gromadzili panujący Habsburgowie. To archaiczna forma kolekcjonerska, ale nadal intrygująca i niepozbawiona uroku.

Kunstkamery, choć w nazwie noszą dumnie „sztukę” (niem. Kunst), w gruncie rzeczy miały dość luźny związek z tym, co dziś kojarzy nam się z twórczością. Mówiąc w największym skrócie, ich tworzenie polegało na chaotycznym i dość przypadkowym gromadzeniu wszystkiego, co wyróżniało się z codzienności. „Ciekawy, rzadki, doskonały, bardzo pomysłowy, nigdy niewidziany” – te określenia zgromadzonych tam obiektów stanowiły najwyższą pochwałę. Nic więc dziwnego, że zamiennie stosowano także, po raz pierwszy użytą w 1564 r., nazwę Wunderkamera („gabinet cudowności”).

Praktycznie jedyna wytyczna, która obowiązywała kolekcjonerów, to sugestia uwzględniania w zbiorach kilku kategorii obiektów. Pierwsza to naturalia, czyli wszelkie cuda natury, od kamieni szlachetnych, przez muszle, po preparaty roślin i wypchane zwierzęta. Druga to artificalia – przedmioty wykonane przez człowieka: obrazy, rzeźby, wyroby ze srebra i złota, medale. I trzecia – scientifica, czyli instrumenty muzyczne, przyrządy naukowe, lunety, globusy. Czasami do tej listy dorzucano ...