POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 22 (2506) z dnia 2005-06-04; s. 108-113

Na własne oczy

Martyna Bunda

Dżownica: zasady istnienia

Dżdżownica. Dosłownie: zwierzę, typ pierścienice, gromada skąposzczety. Przenośnie: mieszkanie wynajmowane w kilka, kilkanaście osób. Dżdżownica w sensie przenośnym zaczyna występować w życiu społecznym równie często jak dosłowna w glebie.

To Genmar się upiera, że mieszkanie przy ulicy Oleśnickiej we Wrocławiu jest jak dżdżownica: po największym ciosie gotowa do regeneracji. Mieszkańcy co jakiś czas się pokłócą, znienawidzą, ktoś się wyprowadzi, ale zawsze na to miejsce znajdzie się ktoś nowy. Kto będzie chciał mieszkać taniej, za składkę na czynsz. Życie w gromadzie staje się tak popularne, że można je uznać za nowy typ organizmu społecznego. W wielkich miastach w sublokatorskich mieszkaniach – ostrożnie szacując – żyje tak co najmniej 20 proc. ludzi przed trzydziestką. Pewna część z wyboru.

Wszystko jest kwestią wprawy. Trzeba tylko w odpowiednich momentach zamknąć oczy, a w odpowiednich wrzasnąć. No i raz w tygodniu skutecznie się znieczulić.

Walka o miejsce

Akurat na Olesiu wszyscy są z wyboru. Na ostatni kasting na mieszkańca przyszło pięćdziesiąt osób, a obsadzano dwa wolne miejsca (jak wynika z doświadczeń, optymalna liczba mieszkańców to pięć sztuk).

Chętni do zamieszkania tłumaczą, że chodzi nie tyle o oszczędności ...