POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 48 (3087) z dnia 2016-11-23; s. 100

Passent

Daniel Passent

Ekshumacja PRL

Od dawna męczyłem szanowną redakcję, żeby urozmaiciła grono felietonistów, czyli białych mężczyzn w wieku Trumpa. Pierwszym posunięciem redakcji było – typowe dla POLITYKI – „radykalnie ostrożne” odmłodzenie stajni felietonistów poprzez zaangażowanie profesora Jana Hartmana, znakomitego autora (ale młodego – powiedzmy – umiarkowanie), a także rewelacyjnego blogera, który został liderem blogerów POLITYKI, czego mu serdecznie gratuluję.

Ale ja miałem na myśli zmiany w gronie felietonistów dalej idące: marzyła mi się autorka (!), która będzie przedstawicielką młodszego pokolenia i – w dodatku! – będzie prawicowa (cokolwiek to dziś znaczy). I oto, ku mojej radości pojawiły się Siostry Sisters felietonu, kobiecy tandem, moja ulubiona Sylwia Chutnik – miłośniczka warszawskich ulic, podwórek i zaułków, oraz międzynarodowa pisarka Grażyna Plebanek (Bruksela). Sama idea pisania felietonów we dwójkę jest dla mnie tak egzotyczna, jak pisanie razem wierszy, więc będę paniom kibicował jak Żyleta. Do prawicy trudno jednak szanowne autorki zaliczyć, a tam panuje posucha. Gargas, Kania, Lichocka, Stankiewicz – ciotki rewolucji, bez cienia humoru, więc dziękuję, postoję.

Chutnik i Plebanek startują z felietonem w doskonałym dla drwiny okresie, kiedy tematy same pchają się „pod pióro”, bzdura goni głupotę, rozum ucieka w popłochu. Prezes Kaczyński mówi, że związani z poprzednią władzą przedsiębiorcy na złość nowemu rządowi nie inwestują, czyli siedzą na forsie i nie chcą rozwijać swoich biznesów. Jest gorzej, niż mówi prezes. Pacjenci w szpitalach masowo wyrywają sobie wenflony z żył i prują szwy pracowicie zaszyte przez chirurgów, byle tylko popsuć rządowi statystykę umieralności. Ratownicy z pogotowia dobijają ofiary wypadków. Na oddziale psychiatrii podobnie. Jeden bredzi, że Egipt sprzedał Rosji lotniskowce po dolarze za sztukę, a drugi majaczy, że nie dopuszczając do tej transakcji, Polska być może zapobiegła wielkiej wojnie. Niektórzy gotowi się ośmieszyć, byle tylko zaszkodzić nowej władzy. Pałac Kultury przyjmuje zapisy na skoki spod iglicy na dwa lata z góry, trudniej się tam wspiąć niż do lekarza specjalisty.

Wielka wojna z rozumem i o pamięć trwa. Ambasador Polski w USA profesor Wilczek jest dumny, że Andrzej Duda jest siódmym (!) prezydentem państwa Unii Europejskiej i drugim z Europy Wschodniej (po odliczeniu Rosji i Ukrainy!), z którym rozmawiał prezydent elekt Donald Trump. Znowu sukces! Za Gierka byliśmy w pierwszej dziesiątce, teraz jesteśmy w pierwszej siódemce.

Trwa ekshumacja PRL. Jako relikt tamtych czasów muszę odpowiadać na telefony i maile: – Piszę książkę o humorze w PRL. Czy zechciałby pan redaktor? – Piszę o luksusie w PRL. Czy zgodzi się pan redaktor? – Piszę o studium wojskowym na UW. Czy mogę liczyć na pański głos?

„Rewers”, „Jestem mordercą”, „Blokowisko”, „Róża”, „Zaćma”, „Powidoki”, „Ostatnia rodzina”, „Ida”, „Bogowie” – wszyscy zaglądają do trumny PRL, acz TVP nie wszystko pokazuje, bo naród nie dojrzał. A najwięcej jest amatorów urody i rozrywki. „Kobiety władzy PRL”(Sławomir Koper), „Jak w kabarecie. Obrazki z życia PRL” (Andrzej Klim), „Dancingi w PRL” (Sylwia Chutnik w „Gazecie”) – trwa festiwal Polski Ludowej, chyba z przekory wobec wersji oficjalnej, wedle której historia nie musi być prawdziwa – musi być słuszna.

Oto rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego (pierwsza pięćsetka na świecie), profesor doktor haftowany Wojciech Nowak w rozmowie z Onetem powiedział: „Kto w komunie myślał, żeby uczyć się języka obcego, kiedy trudno było czasem przejechać z miasta do miasta”, i dodaje, że „w Krakowie były trzy teatry i kina na krzyż”. Języki, pardon, stały kiepsko, ale chyba magnificencja przesadził. Profesor, syn lekarzy, krakowianin, ukończył medycynę (’74), zrobił pierwszy stopień specjalizacji (chirurgia, ’77) i drugi stopień (’84) – wszystko to bez znajomości języka obcego, bo tę posiadł chyba dopiero w dorosłym wieku, po upadku systemu?! Autor 133 publikacji i 285 „prezentacji zjazdowych”, przynajmniej część z nich pisał jako półanalfabeta językowy? I w dodatku jaką wizję Krakowa szerzy? PRL była szara i smutna, to prawda, ale bez przesadyzmu: w tamtych czasach w Krakowie reżyserowali Swinarski (pamiętne „Dziady”), Wajda, Kantor, pękała w szwach Piwnica pod Baranami i to mimo że Piotr Skrzynecki nieustannie szamotał się z cenzurą.

Zapytany przeze mnie o ten rzekomy kulturalny ugór stary krakus, reżyser Janusz Majewski, pęka ze śmiechu, wspominając choćby kina Apollo i Sztuka w pobliżu Rynku, gdzie wspólnie z Zosią Nasierowską oglądali filmy francuskie, włoskie, sowieckie, a kina Wanda, Warszawa, Mikro – to pies? A teatrzyki i kabarety studenckie, a kabaret Anawa, a Marek Grechuta i Jan Kanty Pawluśkiewicz? A Teatr STU? A Filharmonia? A „Przekrój” i „Tygodnik Powszechny” – czyż nie istniały? Połóżmy na tym wieko ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]