POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 15-17

Temat tygodnia

Adam Szostkiewicz

EPiSkopat PiSze do PiS

Nie wszyscy biskupi popierają przekształcanie Kościoła w ideologiczne ramię PiS. Pokazał to dokument episkopatu o chrześcijańskim rozumieniu patriotyzmu. Szkoda, że tak późno. I że wielu hierarchów wypowiada się w zupełnie odmiennym duchu. A najwyraźniej nowy metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

W siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej abp Jędraszewski wygłosił na Wawelu kazanie. Powiedział: „Wszyscy mamy odczucie, że mgła nad Smoleńskiem ustępuje i przybliżamy się do chwili, w której poznamy prawdę”. Skoro tak, to raport na temat przyczyn katastrofy przygotowany przez komisję Jerzego Millera prawdy nie zawiera i rząd PO-PSL kłamał, a Polacy „stali się uczestnikami”, a nawet ofiarami „wielkiej mistyfikacji”.

Kazanie było czystym aktem politycznym. Zło takich kościelnych manifestacji nie polega na tym, że hierarcha ma takie czy inne zdanie na temat Smoleńska, tylko na tym, że swe opinie namaszcza autorytetem pełnionego urzędu kościelnego. A jeśli następca kardynałów Wojtyły, Macharskiego i Dziwisza w sprawie katastrofy oświadcza w katedrze wawelskiej, że wierzy komisji Macierewicza i Berczyńskiego, to jakie zdanie w tej sprawie mają mieć katolicy niższych szczebli?

W sprawie smoleńskiej i oceny rządów pisowskich wierni są podzieleni tak jak całe społeczeństwo. Wiadomo, że tylko część katolików akceptuje niepisany smoleński pakt kościelno-rządowy. Dziś służy on interesom i Kościoła hierarchicznego, i państwa pod rządami PiS, ale nie ma pewności, za jaką cenę i na jak długo. Warto przypomnieć, że Kościół w Hiszpanii za długie lata sojuszu z autorytaryzmem Franco zapłacił upadkiem autorytetu i pustymi świątyniami. Gdy zaczął przechodzić na stronę demokratów, było już za późno. Do dziś próbuje odzyskać moralną wiarygodność.

Na szczęście są jeszcze u nas hierarchowie świadomi tego niebezpieczeństwa. Abp Henryk Muszyński, były metropolita gnieźnieński, w rocznicę Smoleńska powiedział w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej, że pamięć o katastrofie powinniśmy pielęgnować, ale „nie wolno jej zawłaszczać, bo jest ona pamięcią wszystkich Polaków”. Prymas Polski abp Wojciech Polak w kazaniu wielkanocnym orędował za zgodą i porozumieniem, nieuleganiem pokusie wzajemnego wykluczania się z życia społecznego, za budowaniem na „fundamentach wspólnego dobra, praworządności, troski o potrzebujących pomocy i wsparcia, o biednych i uchodźców”. A więc nie wszyscy biskupi mówią o Smoleńsku językiem pisowskim.

Już po wysypie propisowskich kazań smoleńskich opublikowano dokument Rady Społecznej przy episkopacie na temat patriotyzmu w ujęciu chrześcijańskim. Przewodniczącym tego gremium jest abp Józef Kupny, członkami – biskupi Marian Florczyk i Jan Tyrawa, doradcami m.in. prof. Aniela Dylus i dr Sławomir Sowiński, politolodzy z Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego. To dokument mądry, społecznie przydatny, napisany w duchu nauk soborowych i papieży Jana Pawła II i Franciszka. Takie teksty nie powstają z dnia na dzień, więc nie ma podstaw do spekulacji, że to reakcja na smoleńską mgłę nad ambonami czy osłabienie sondażowej pozycji PiS. Ten bunt, przynajmniej części hierarchów, musiał w Kościele dojrzewać już od jakiegoś czasu.

Dokument zawiera prawdy oczywiste, przełomu nie czyni, lecz dzięki niemu szerzycielom nienawiści i nacjonalizmu będzie trudniej powoływać się na Kościół. Bo tu Kościół mówi nacjonalizmowi: stop! „Patriotyzm różni się od ideologii nacjonalizmu, która ponad żywe, codzienne relacje z konkretnymi ludźmi w rodzinie, w szkole, w pracy czy miejscu zamieszkania przedkłada, często nacechowane niechęcią wobec obcych, sztywne diagnozy i programy polityczne. Różnorodność zaś kulturową, regionalną czy polityczną usiłuje zmieścić w jednolitym i uproszczonym schemacie ideologicznym” – pisze Rada. Komentatorzy z rozbawieniem zauważyli, że pisowska TVP, relacjonując list, skrzętnie omijała odniesienia do nacjonalizmu.

Episkopat przypomina zarazem katolikom w Polsce, że ukształtował się u nas model „patriotyzmu gościnnego”, a dzięki niemu „Polakami stawali się ci, którzy Polakami chcieli zostać”, bez względu na pochodzenie swoje czy przodków. Odnosi się do polityki historycznej: „roztropna” jest ta, która jednoczy ludzi wokół wspólnego dobra, wzmacnia więzi i „wspólnotę wartości duchowych ponad różnicami i podziałami”. Autorzy nie pomijają problemu politycznych manipulacji kibicami: „narodowy czy lokalny patriotyzm nie może być nigdy uzasadnieniem dla wrogości, pogardy i agresji”.

Apelują do środowisk tzw. rekonstruktorów historycznych o rozwagę: „przygotowując tego rodzaju inscenizacje, pamiętać należy o misterium ludzkiej śmierci i cierpienia, lęku i bohaterstwa, których dostojeństwo i tajemnicę nie zawsze da się właściwie ukazać w masowych, plenerowych prezentacjach”. Proszą, by nie banalizować symboli narodowych i patriotycznych, i podkreślają, że „wojna, choć często ujawnia ludzką wielkość i bohaterstwo, nie jest barwną opowieścią czy przygodą, ale dramatem, cierpieniem i złem, któremu należy zawsze zapobiegać” (to jawna aluzja do pisowskich ataków na Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku).

Dokument episkopatu powinni przestudiować nie tylko księża, katecheci i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]