POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 11 (11) z dnia 2016-11-23; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 24. Rady na kłopoty ze sobą i innymi; s. 8-13

Ja. Co ze mną nie tak

Anna Tylikowska

Era świra

Norma psychiczna – czy to w ogóle możliwe, by ją ustalić

Ludzie chcą czuć się i wydawać normalni, bo od tego, całkiem dosłownie, zależy ich życiowe powodzenie – samopoczucie, relacje społeczne, rozwój zawodowy. Brak normalności wiąże się zwykle z cierpieniem, często też z wykluczeniem społecznym. „Jestem nienormalny” – to jeden z najdotkliwszych osądów, jaki człowiek może o sobie wydać. Bo nienormalny znaczy zły, niewłaściwy, niemożliwy do zaakceptowania, wymagający istotnej zmiany. „Jesteś nienormalny” – to jeden z najcięższych wyroków, jaki człowiek może usłyszeć. Grozi poważnymi konsekwencjami, począwszy od wyśmiania, dezaprobaty, poprzez odcięcie od grupy rodzinnej czy rówieśniczej i osamotnienie, zwolnienie z pracy i biedę, aż po przymusową, bezterminową hospitalizację. Wyrok ten bywa wydawany w różnych, mniej lub bardziej przytłaczających formach: „Postaraj się częściej uśmiechać”, „Zachowujesz się dziwacznie”, „Kompletny z ciebie świr”, „Może pójdziesz do psychiatry”, „Cierpi pani na zaburzenie lękowe”, „Jesteś schizofrenikiem”. Zawsze jednak chodzi o to samo: coś z człowiekiem jest nie tak. Jakoś odstaje, nie wpasowuje się w to, co uchodzi za normę.

Medycznie

Normalność jest tyleż dobra i pożądana, co problematyczna. Przede wszystkim dlatego, że jest przezroczysta – trudno ją dostrzec i określić, dopóki nie zabarwi jej jakiś rodzaj patologii. Zgodnie z najprostszą definicją, opartą na medycznej pragmatyce, „normalne jest to, co nie jest nienormalne”. Lekarze (i nie tylko) zakładają, że ciało człowieka, u którego nie wykryto żadnej choroby, jest zdrowe. Analogicznie, za psychicznie normalną czy też zdrową można uznać osobę, której nie dolega żadne zaburzenie wymieniane w podręcznikach diagnostycznych, takich jak popularny wśród psychologów DSM-5 (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, opracowywany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne) czy obowiązująca w naszym kraju ICD-10 (Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych). Innymi słowy, jeśli psychiatra ani psycholog nie stwierdzili u osoby zespołu objawów typowych dla któregoś z paruset zaburzeń psychicznych lub zachowania, to można uznać, że jest ona normalna.

Takie podejście do normalności, nazywane biomedycznym, ma jednak spore ograniczenia. Wiele osób z psychicznymi problemami nie rozpoznaje ich u siebie, otoczenie także może ich nie dostrzegać, choćby przywyknąwszy do objawów. Ludzie, u których orzeczono jakieś zaburzenie, często pozostają ze świadomością swojej nienormalności przez długie lata, czasem do końca życia, bo diagnozy psychiatryczne nie są dostatecznie weryfikowane. Dodatkowo środowisko społeczne ma skłonność do etykietowania takich osób (chory, niebezpieczny, nieprzydatny), a następnie ich stygmatyzacji, prowadzącej do społecznej dyskryminacji.

Do problemów psychicznych mamy inne podejście niż do chorób fizycznych, po części na skutek długotrwałej mody na psychoanalizę i przeceniania roli nieświadomości. Tak jakby problem z emocjami czy myśleniem tkwił w człowieku głęboko i niezmiennie, pomimo chwilowego braku objawów „raz chory, na zawsze chory”. Tymczasem wiele zaburzeń psychicznych ma charakter reaktywny, pojawia się na skutek stresu, który pochłania psychiczne zasoby jednostki. Doświadczenie mobbingu w miejscu pracy czy silnie przeżywana strata bliskiej osoby mogą uaktywniać słabe psychiczne ogniwa, takie jak lęk, skłonność do kontrolowania rzeczywistości czy czarnowidztwa. Efektem mogą być symptomy paniki, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego czy depresji, które po zmianie pracy, pogodzeniu się z utratą lub skutecznym leczeniu najzwyczajniej miną – tak jak mija jesienne przeziębienie. Większość ludzi od czasu do czasu, zwykle na skutek konfrontacji z niesprzyjającą rzeczywistością, ma objawy zaburzeń psychicznych. Takie epizody „nienormalności” nie wykluczają się z normalnym funkcjonowaniem przez większość życia.

Granica między normą a patologią jest delikatna i słabo widoczna. Kłopot z jej wyznaczeniem miewają nawet specjaliści, co jest jeszcze jednym powodem ostrożności wobec biomedycznego modelu normalności.

Prowokacyjnie

Szczególnie nieufni wobec tego modelu byli tzw. antypsychiatrzy, którzy w latach 60. XX w. zanegowali pojęcie choroby psychicznej i ostrzegali zachodnie społeczeństwa przed swoistą władzą psychiatrów. Psychiatria przeżywała wówczas rozkwit (pojawił się pierwszy lek przeciwpsychotyczny chloropromazyna). Na znaczeniu zyskiwała także psychoanaliza, którą spostrzegano jako drogę do pełni psychicznego zdrowia i szczęścia. Za coraz silniejszą pozycją psychiatrii i terapii psychologicznych nie nadążały systemy diagnostyczne ani regulacje prawne, co sprawiało, że tysiące ludzi było diagnozowanych „na wyczucie”, a następnie leczonych niepotrzebnie, często pod przymusem, na skutek żądania rodziny. Terapia mogła polegać na przetrzymywaniu pacjenta w fatalnych warunkach ówczesnych szpitali dla umysłowo zaburzonych, podawaniu otępiających medykamentów czy wykonaniu lobotomii, czyli neurochirurgicznego zabiegu nieodwracalnie uszkadzającego mózg, w wyniku którego 60 proc. osób umierało. Antypsychiatrzy uznali, że psychiatria jest niczym więcej niż narzędziem represji w rękach rządów i społeczeństw. Ich zdaniem „choroba psychiczna” to mit podobny do „czarownictwa”, stworzony dla uciszania jednostek ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]