POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 4 (2229) z dnia 2000-01-22; s. 80-81

Społeczeństwo / Obyczaje

Anna Szulc

Eugeniusz pokutnik

Kiedy zaczął się wielki śnieg, pani wójt gminy Lanckorona napisała pismo do drogowców. Poprosiła o szczególną ostrożność w odśnieżaniu jezdni na trasie Kraków–Wadowice. Warunki są trudne, widoczność fatalna, więc nawet przez zwykłą nieuwagę pług mógłby wymieść ze śniegiem pokutnika Eugeniusza.

Pokutnik ma 60 lat, może trochę więcej. Dwanaście ostatnich spędził na wędrówce. Polskę zna lepiej niż niejeden nauczyciel geografii. Wie nawet, gdzie żyją dobrzy, a gdzie źli ludzie. Choć w zasadzie nie ma o ludziach najlepszego zdania. Denerwują go. Są wścibscy, aroganccy i nazbyt litościwi. Kiedyś Eugeniusz był stoczniowcem, potem hutnikiem i stolarzem. Budował statki w Gdańsku, pamięta strajki i młodego Wałęsę. W Katowicach pocił się nad surówką, we Wrocławiu remontował willę partyjniaka. Mieszkał w hotelach robotniczych, pił z gwinta tanie, plugawe wina. – Narobiłem w życiu dużo dziadostwa – uśmiecha się. – Na tyle dużo, by wreszcie od niego uciec.

W połowie września Eugeniusz zakotwiczył się w gminie Lanckorona na poboczu drogi, wiodącej z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. Lato spędził pod Wadowicami, wiosnę w Żywcu. Poprzednią zimę z trudem przetrwał pod Cieszynem. Wcześniej bawił na Opolszczyźnie. Pół metra od jezdni pokutnik ustawił cały swój dobytek. Dwa własnej konstrukcji przykryte folią wózki o wymiarach 160x160. W jednym sypialnia, w drugim magazyn i szafa. Obok polowa kuchnia. Wszystko w ...