POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 10 (2183) z dnia 1999-03-06; s. 36

Świat

Jacek Safuta

Eurochłopi

"Jeszcze tu wrócimy i nie będzie już tak spokojnie jak dzisiaj" - odgrażali się rolnicy, wyjeżdżając 22 lutego z Brukseli. Władze belgijskie nie dopuściły, aby wyładowali złość na Bogu ducha winnej stolicy Europy. Dzięki nadzwyczajnym środkom bezpieczeństwa demonstracja 40 tys. rolników przeciwko planowanym cięciom cen płodów rolnych o 15-30 proc. miała nadzwyczaj spokojny przebieg.

Szkody po demonstracji wyceniono na mniej niż równowartość miliona zł. Zapłaci firma, w której ubezpieczyli się organizatorzy z potężnego lobby rolniczego w Brukseli, bliźniaczych komitetów unijnych organizacji producentów i spółdzielni rolniczych - COPA i COGECA. Bez ubezpieczenia na 50 mln zł władze odmawiały zgody na demonstrację. Na tyle wyceniono bowiem szkody spowodowane przez rolników z całej ówczesnej EWG w czasie ich poprzedniej wielkiej demonstracji w Brukseli w 1971 r. Ulice wyglądały wtedy jak krajobraz po prawdziwej bitwie. Tym razem - raczej jak po karnawale. Wtedy demonstranci dzierżyli w dłoniach widły, teraz - przede wszystkim transparenty i telefony komórkowe.

Wszelkie przedmioty mogące służyć jako broń czy narzędzie zniszczeń odbierano im w czasie przeszukań autokarów zatrzymywanych przez żandarmerię po drodze do Brukseli. Szczególnie skrupulatnym rewizjom poddano autokary wiozące Francuzów, opóźniając przyjazd do Brukseli prawie połowy z nich. Francuzi stanowili połowę demonstrantów, jedną czwartą Niemcy, sporo było Belgów i Włochów. Nie zabrakło delegacji z żadnego z państw Unii. Po drodze pozatrzymywano też traktory, które ...