POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 14 (14) z dnia 2018-09-26; Niezbędnik Współczesny. 3/2018; s. 54-59

ŚWIAT

Łukasz Wójcik

Europa Piłata

Unia Europejska doszła do wniosku, że wystarczy zapłacić, a niechcianymi imigrantami zajmie się ktoś inny, zanim jeszcze do niej dotrą. Koszty finansowe takiego pomysłu są może do uniesienia, gorzej z moralnymi.

Jeśli spojrzeć na same liczby, problem imigracji z Afryki Płn. i Bliskiego Wschodu do Europy praktyczne zniknął. W pierwszym półroczu 2018 r. z tych regionów do granic naszego kontynentu dotarło o 85 proc. mniej ludzi niż w analogicznym okresie 2015 r. Walnie przyczyniły się do tego dwie umowy i płot.

Pierwsza umowa – o tzw. readmisji między Unią i Ankarą – w uproszczeniu zakłada, że Turcja przyjmuje z powrotem wszystkich migrantów, którzy przez jej terytorium dotarli do Unii. Drugą – czy raczej całą ich serię – zawarł włoski rząd z różnymi siłami walczącymi dziś o władzę w Libii. Za gotówkę i sprzęt (samochody, motorówki) mają oni powstrzymywać imigrantów przed wypłynięciem w stronę Europy. A zwieńczone drutem kolczastym płoty poprzecinały Bałkany.

Skąd więc nieustające dudnienie o imigracji w europejskiej polityce? Pierwsza odpowiedź to głębokość szoku, jakiego doznali Europejczycy. Imigracja zawsze była częścią ich życia. Ale od ...