POLITYKA

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Polityka - nr 25 (2509) z dnia 2005-06-25; s. 36-37

Kraj / Zamiana żon

Martyna Bunda

Fakty i kłamstwa

W gazecie „Fakt” upierają się, że „Zamiana żon” to był psychologiczny eksperyment. A to była gra. Przez dwa tygodnie dziennikarze polowali na zdjęcia, które można by ładnie podpisać, na przykład „poszli ze sobą do łóżka”, a małżeństwa próbowały nie dać się złapać.

Zaczęło się w styczniu 2004 r. Redaktor naczelny „Faktu” zobaczył w brytyjskiej telewizji Channel 4 startujący tam program „Wife Swap” (Zamiana żon) i postanowił to samo przenieść na łamy. Rozpisano prasową wersję scenariusza, wymyślono scenki i typy charakterologiczne (i że będzie medialnie, jeśli jedna z żon okaże się zołzą, a druga kobietą domowo-kuchenną) i zaczęto przez znajomych po cichutku szukać bohaterów. Ale choć naczelny parł, żeby natychmiast startować, to ciągle coś z tą zamianą żon nie szło. Wersja oficjalna: „Fakt” uważnie przesiewał kandydatów, żeby mieć pewność, że ci, co wyrażają wstępną zgodę, nie robią tego dla pieniędzy albo nie są z tych, co dla sławy zamieszkaliby nawet z jeżozwierzem. Nieoficjalnie wiadomo, że nie było łatwo o matkę, która za tysiąc pięćset złotych (pierwsza propozycja) zgodziłaby się na dwa tygodnie zostawić komuś dziecko, a do tego prezentowała się tak, żeby się czytelnik „Faktu” mógł się z nią identyfikować. Poza tym ...