POLITYKA

Wtorek, 22 maja 2018

Polityka - nr 52 (2173) z dnia 1998-12-26; s. 109

Groński

Ryszard Marek Groński

Fama chama

Kiedy jest za dobrze, to jest źle dla ciebie - powiada mędrzec. Ale czy to prawda? Nie każdemu jest tak dobrze jak Jerzemu Gwiżdżowi, parlamentarzyście. Czytam, że tatuś uszył mu pięćdziesiąt jeden (51) garniturów, żeby mógł zadawać szyku na Wiejskiej. Kochający tatuś wie: syn zwykł chodzić - do figury. Nazwisko tej figury ustalą sobie państwo przy wigilijnym stole. Nie wątpię, że przy tym stole najwięcej będzie się mówiło o chamstwie. Nie tym zwyczajnym, do którego zdążyliśmy przywyknąć. Pojawił się na tapecie nowy temat: chamstwo w polityce, chamstwo rządzących. Coś w tym jest. Nawet Marian Krzaklewski oburzył się na fatalne maniery prezydenta. Bo to przecież szczyt chamstwa - pokaz przedpremierowy (Buzka przy tym nie było) "Ogniem i mieczem". Zastanawiałem się, jaka była przyczyna irytacji Pana Przewodniczącego. Znajomek wziął mnie na bok. I wyjaśnił:

- Przecież może zdarzyć się, że Krzaklewski spotka się z Kwaśniewskim. I wtedy Kwaśniewski opowie mu zakończenie filmu!

O niesfinalizowanej transakcji z Izraelem też mi nagadano podczas strojenia choinki bombkami. Oczywiście, bombkami made in USA.

- Z tą rakietą to była chamska podpucha. W całej naszej historii jedyny koszerny Huzar to był Berek Joselewicz.

Ale o najgorszym przykładzie chamstwa dowiedziałem się od wnuka Babuni Siwej. Ordynarna jak wór z mąki starowinka nakupiła wełny i dalej heklować na drutach sweterek.

- Dla kogo to? - zapytał wnuczek.

- Dla ministra koordynatora służb.

- Babciu, a dlaczego ten sweterek ma takie długie rękawy?

- Żeby można było zawiązać je z tyłu!

Z chamstwem nie taka prosta sprawa, proszę państwa. Od czego rozpoczął się wzlot Nikodema Dyzmy, bohatera powieści, postaci z serialu? Od incydentu z facetem, który wybił mu z ręki talerz z sałatką. Gdyby Nikodem nie obsobaczył nachała, nikt by o nim nie słyszał. A już na pewno minister nie komplementowałby Dyzmy za obywatelską postawę: "- Gdybyśmy mieli w kraju więcej ludzi takich jak pan, co to umieją nie dać w swoją kaszę dmuchać, inaczej byśmy stali..." Inny przykład: Piłsudski doczekał się w Warszawie dwóch pomników. Jeden ładniejszy od drugiego. Na szczęście nie są to gadające pomniki. Dopiero byśmy usłyszeli! Jak Komendant wyraził się o Sejmie? Ano, powiedział, że Sejm to menażeria - "zapełniona złośliwymi małpami, załatwiającymi wszystkie swoje potrzeby publicznie..." Działalność posła PSL Wyzwolenie podsumował niemniej malowniczo: "...Każdy minister ma słuchać z powagą głupstw tego pana, paskudnych jego oskarżeń i ma zafajdaną i zapoconą od wysiłku myślowego idioty bieliznę jeszcze lizać..." Ktoś powie: nie za to kochamy Piłsudskiego. Silny człowiek nie przebiera w słowach. Ot, chociażby Disraeli. Zabawiał angielskich parlamentarzystów historyjką:

- Gdyby pan Gladstone wpadł do Tamizy, byłoby to nieszczęście. Ale gdyby ktoś go uratował, byłaby to klęska.

Nie lepszy był gwiazdor Kongresu, republikanin Thomas B. Reed. Przemawiając kiedyś zauważył, że prezydent USA: - Ma kręgosłup jak ciastko czekoladowe. W innym przemówieniu scharakteryzował orędzie papieskie:

- Osłupiałem wobec jego przygniatającej błahości. Polemizując z niezbyt rozgarniętym kongresmanem, Reed stwierdził z miłym uśmiechem: - Ilekroć mój przedmówca otwiera usta, odejmuje coś od sumy wiedzy zgromadzonej przez ludzkość.

Gdy jakiś dukacz i gęgała zaczął swoje wystąpienie: - Myślałem, panie przewodniczący, myślałem...

- Mam nadzieję, że nikt nie przerwie panu tego nowego zajęcia - wtrącił się Reed.

Anegdoty przypisywane wzorcowemu chamowi pozbierała Barbara Tuchman. Autorka "Wyniosłej wieży" doceniła językową swadę polityka. Po którym pozostały kąśliwe pointy, natychmiastowe repliki. Nie tylko bolesne dla przeciwników, ale i dowcipne. To ważne: dowcip, choćby najbardziej arogancki, jest spojrzeniem z dystansu. Eliminuje krzykliwość i chroniczne nadąsanie nienawistników.

Czy w polskim parlamencie znaleźć można odpowiednik stylu, którego Reed był prekursorem? Przypomina się opowiastka o tym, jak to Sławoj-Składkowski przemówił do posłów:

- Oto już rok, jak cieszę się zaufaniem Wysokiej Izby.

- Panowie, uszanujcie żart, naprawdę doskonały! - przerwał mu marszałek Ignacy Daszyński.

W pamięci współczesnych przetrwały żarty raczej ponure. Zwłaszcza te, z ostatnich sezonów. W wyborczym studiu Lech Wałęsa oznajmił dziennikarzowi, zadającemu niewygodne pytania, że gdyby nie ochrona życia poczętego - popłynąłby ściekiem. Równie ciężko wymazać z kronik określenie, jakim posłużył się prymas Glemp, upominając Miłosza i zbliżoną do niego gromadkę inteligentów:

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]