POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 27 (2357) z dnia 2002-07-06; s. 100-105

Na własne oczy

Witold Pawłowski

Farbowana Japonia

Kiedy dorośli od dziesięciu lat zajęci byli po uszy kryzysem, recesją i deflacją, nie zauważyli, jak im uciekło młode pokolenie. Wypadło z systemu. Zdjęło mundurki, ufarbowało włosy, porzuciło stałe zajęcia na rzecz dorywczych. Ani myśli o przyszłości, nie zakłada rodzin. Oddaje się bez reszty konsumpcji i – o zgrozo – szukaniu uciech w życiu. Za pieniądze rodziców.

W tradycyjnym teatrze kabuki istnieje forma zmiany kostiumów na scenie, która nazywa się hikinuki. Ubrany na czarno niewidoczny pomocnik pociąga za nitki i w mgnieniu oka spod starego kimona ukazuje się nowy strój. Coś takiego stało się właśnie teraz: niepostrzeżenie pojawił się nowy japoński model życia, który całkowicie przeczy stereotypom.

Jasna miedź

Chisato i Josuke, dwudziestodwulatkowie. Obydwoje są freeters. Słowo powstało z połączenia angielskiego free, z niemieckim arbaiter. Freeters pracują dorywczo i raczej nie mogą liczyć na karierę. Skaczą z kwiatka na kwiatek, po parę miesięcy to tu, to tam, gdzie nie trzeba większych kwalifikacji. Ale freeters to także stan ducha, pewien rodzaj tymczasowości, beztroski, luzu po prostu.

Pracują w Ginzie, dzielnicy Tokio, przez ścianę. Ona w barze z zupą sowa (długa kolejka w świętej porze lunchu i wieczorem, kiedy tłum z Ginzy rusza do kolejek dojazdowych); on u Kodaka, w punkcie foto, przy automacie ...