POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 6 (2591) z dnia 2007-02-10; s. 48-49

Rynek

Paweł Wrabec

Fart w kartach

Urząd Antymonopolowy zakazał bankom pobierania prowizji od transakcji dokonywanych za pomocą kart płatniczych. Handlowcy triumfują. Płacony przez nich haracz – prawie 600 mln zł rocznie – zostanie ograniczony. Ale czy to znaczy, że te pieniądze trafią do naszych kieszeni?

Dla przeciętnego Polaka nie ma znaczenia, czy płaci kartą, czy gotówką. Cena towaru zazwyczaj jest taka sama. Płacąc kartą trudniej jednak wynegocjować rabat. Dlaczego? Bo w przypadku płatności plastikiem (np. 100 zł) centrum rozliczeniowe (np. Polcard, e-service) na rachunku sprzedawcy zaksięguje tylko 97 zł, a 3 zł zatrzyma jako wynagrodzenie dla siebie i banku będącego wystawcą danej karty. Ta druga prowizja nazywa się w bankowym slangu interchange i wynosi ok. 1,5–3 proc. płaconej przez konsumenta kwoty. To niby niewiele, ale gdy uwzględnimy, iż w naszych portfelach jest prawie 23 mln kart, a za ich pomocą dokonujemy ponad 40 proc. wszystkich płatności (w 2006 r. za ok. 40 mld zł), to okaże się, że banki zarabiają na interchange 600 mln zł rocznie.

Te zyski byłyby zapewne dużo niższe, gdyby nie bankowy kartel. 20 wystawców kart działających w systematach Mastercard i Visa jeszcze na początku lat 90. zawarło porozumienie ustalając widełki interchange na poziomie dwa razy wyższym niż na Zachodzie. Urząd ...

Załączniki

  • Miliony w plastiku

    Miliony w plastiku - JR