POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 32 (2257) z dnia 2000-08-05; s. 3-9

Raport

Joanna Podgórska

Feministki: Czy jest o co palić staniki?

Starsza, bita przez męża kobieta, która przyszła po pomoc do Krakowskiego Centrum Kobiet, widząc na grzbietach książek w biblioteczce powtarzające się słowo „feminizm” zawołała ze zgrozą: – To wy tu jesteście przeciwko mężczyznom?! O feministkach ostatnio coraz głośniej – w życiu publicznym i mediach – bo i feministki stają się coraz głośniejsze. Ale też ciągle w Polsce kojarzy się z nimi stereotyp sfrustrowanej baby z brodą, która najchętniej wykastrowałaby wszystkich mężczyzn. Na drugim biegunie jest postawa aktywnych kobiet sukcesu, przekonanych, że równouprawnienie stało się już faktem i nie ma o co palić staników. Polskim feministkom niełatwo przebić się z oczywistą, wręcz banalną, ich zdaniem, prawdą, że kobiety mają w Polsce gorzej.

„Że możecie same po ulicach chodzić, koleją jeździć, o czem chcecie, o rozumnych książkach czy nierozumnych plotkach w towarzystwie rozmawiać, wszystko to winnyście pierwszym radownicom, co wam wśród szyderstw i wydziwiań drogę utorowały”.
Narcyza Żmichowska

 

Arystoteles, jeden z ojców duchowych naszej cywilizacji, twierdził, że kobiety nie są zdolne do racjonalnego myślenia. Nie trzeba jednak sięgać tak daleko wstecz, by przekonać się, że emancypacja jest zjawiskiem bardzo świeżej daty. Mary Ward, która w XVII w. założyła szkołę dla kobiet, została z nakazu Stolicy Apostolskiej aresztowana i oskarżona o herezję. Spędziła w więzieniu 4 lata. W wydanym 200 lat temu kodeksie Napoleona czytamy, że „osobami, którym nie przysługują prawa sądowe są: nieletni, zamężne kobiety, kryminaliści i debile”. Szwajcarki uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1971 r. To tylko kilka faktów z długiej listy. Janusz Korwin-Mikke jeszcze dziś twierdzi, że nie powinno się zmuszać kobiet do nauki matematyki, bo to im szkodzi na kobiecość.<...

Mit ciąży

Liczba kobiet i mężczyzn z wyższym wykształceniem jest podobna, ale proporcje powoli przechylają się na stronę kobiet, bo 56 proc. obecnie studiujących to dziewczęta. 41 proc. mężczyzn ma średnie wykształcenie, kobiet – 54 proc. Częściej też kończą szkoły policealne. Mimo to stanowią ok. 60 proc. bezrobotnych. Wśród wyższych urzędników jest ich 23 proc., a w grupie najlepiej zarabiających i wśród członków rad nadzorczych – jedynie 2 proc.

W 1999 r. Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 37 firm. Z jej badań wynika, że kobiety zdecydowanie rzadziej zajmowały dobrze płatne stanowiska prezesów, dyrektorów, głównych księgowych. Jako szefowe zarabiały mniej od mężczyzn (w 1998 r. o 3 proc., a 1999 r. już o 13 proc.). Mniej płacono im także na stanowiskach administracyjnych (o 4 i 6 proc.), robotniczych (o 18 i 14 proc.) i stanowiskach obsługi (o 17 i 21 proc.).

Polskie prawo zabrania dyskryminowania kogokolwiek ze względu na płeć. Ale, jak to u nas, jest w tym obszarze martwe i rzadko egzekwowane. Właściwie nie bardzo wiadomo, co zrobić, gdy do dyskryminacji ze względu na płeć dojdzie. A że jest ona powszechna, widać najlepiej w ogłoszeniach o pracy: 45 proc. z nich kierowanych jest do mężczyzn, 25 proc. do kobiet, a tylko w 30 proc. poszukuje się pracownika bez wskazania na płeć. Niedawno głośna była sprawa geodetki z Olsztyna, której warmińsko-mazurskie Biuro Geodezji i Terenów Rolnych odmówiło zatrudnienia tylko z tego powodu, że jest kobietą.

Ciąża, urlopy macierzyńskie czy zwolnienia w przypadku choroby dziecka stanowią z punktu widzenia pracodawcy niewątpliwy problem. Biologii nie da się oszukać, jednak macierzyństwo nie musi być w karierze zawodowej barierą nie do pokonania. W Polsce mężczyźni mogą brać zwolnienia w przypadku choroby dziecka.

Liga kobiet

W czasach socjalistycznych kobiety nie walczyły o równo-uprawnienie, ponieważ oficjalnie było ono faktem. Chociaż to one głównie odczuwały skutki gospodarki niedoborów (kilometrowe kolejki, kartki na wołowe z kością, polowanie na rajstopy), miały sporą reprezentację w parlamencie (nawet do 23 proc.), nieograniczony dostęp do rynku pracy i kwiatki na święto kobiet. Miały także dopieszczaną przez władzę Ligę Kobiet Polskich.

LKP istnieje nadal, ale ze względu na peerelowski rodowód traktowana jest przez dzisiejsze feministki z dystansem. Nie jest to jednak ocena jednoznaczna, bo oprócz postkomunistycznej przeszłości ma Liga na koncie sporo pracy organicznej. Jej obecna przewodnicząca Izabela Jaruga-Nowacka, ciesząca się niekwestionowanym szacunkiem feministek, podkreśla, że nie wolno stawiać znaku równości między istnieniem organizacji a tym, co ludzie w niej robili.

LKP zrzesza 6 tys. członkiń (w latach 50. należało do niej 2 mln kobiet) i pozostaje jedną z najliczniejszych organizacji kobiecych w Polsce. Jej działalność koncentruje się na obronie praw kobiet. Organizuje szkolenia, prowadzi telefony zaufania, poradnictwo prawne, tworzy punkty opieki nad dziećmi, prowadzi akcje dożywiania i wakacji dla najuboższych. Specyfiką LKP jest to, że dzięki oddziałom terenowym działa także na prowincji, gdzie nie docierają feministki z wielkich miast.