POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 11 (2443) z dnia 2004-03-13; s. 3-10

Raport

Adam Szostkiewicz

Firma Kościół

Epoka prymasa Glempa dobiega końca. W przyszłym tygodniu Episkopat w tajnym głosowaniu wybierze nowego zwierzchnika. Będzie on kierował Kościołem po naszym wejściu do Unii, a także – oby jak najpóźniej – Kościołem bez papieża z Polski, na którego zawsze można było liczyć. W czasie gdy filmowa Pasja porusza ludzkimi umysłami i smieniami, biskupi dokonują wyboru, którego skutki będą się liczyć przez wiele lat.

Młodość lubi ostro. Wawrzyniec Smoczyński, wnuk Jerzego Turowicza, symbolu polskiego katolicyzmu otwartego, strzyże kościelnego baranka na łyso: „Polska hierarchia kościelna potrzebuje wewnętrznej odnowy. W pewnym sensie rozwój Kościoła w Polsce zatrzymał się na wyborze Karola Wojtyły na papieża. Kler pospołu z wiernymi stał się wspólnotą wielbiących, lokalnym Kościołem z własnym papieżem na czele. Poza kilkoma wyjątkami polscy biskupi nie wykazują inicjatywy i nie mają własnej wizji Kościoła. Od czasu batalii o ustawę aborcyjną, nową konstytucję i konkordat, biskupi nie podjęli wspólnie żadnego istotnego wyzwania ani dalekosiężnego projektu – pisze w „Przekroju” młody publicysta – Kościół, hierarchia tkwi w paraliżu i miota się między biegunami konserwatystów i liberałów. Obie frakcje blokują nawzajem wybór kursu dla całego Kościoła”.

Ma rację czy nie ma, wyraża nieźle nastroje przed wyborami nowego szefa Kościoła. Przed nami historyczne wydarzenie. Dzięki (pominiętej przez Smoczyńskiego) reformie bp. Tadeusza Pieronka ...

Józef Glemp odchodzi

Prymas Glemp kierował Kościołem przez 23 lata. Prawnik z wykształcenia, nie błysnął nigdy charyzmą kardynałów Wyszyńskiego czy Wojtyły, ale stopniowo, choćby samym trwaniem na urzędzie, wrastał w polski pejzaż publiczny i zajął w nim w końcu poczesne miejsce. Oswoił się. W ostatnich latach urzędowania potrafił już zażartować, przejechać się na rowerze, a i zająć jasne stanowisko w debacie europejskiej.

Nie miał łatwego życia jako głowa Kościoła w Polsce. Ledwo został następcą Prymasa Tysiąclecia, musiał stawić czoło szokowi stanu wojennego. Nie wyszedł z tego zadania obronną ręką: podziemna Solidarność miała mu za złe ugodowość i sekowanie księży ujmujących się za zdławionym ruchem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Po latach przyznał, że los księdza Popiełuszki ciąży mu wyrzutem kapłańskiego sumienia. Ale ma też na koncie sukcesy. Najważniejszy to ten, że przeprowadził Kościół jako instytucję przez czas burzliwych przemian. Był gospodarzem wszystkich papieskich odwiedzin w ojczyźnie, prócz pierwszej w 1979 r. Wprawdzie nie opanował do końca Radia Maryja, ale zażegnał groźbę całkowitego wymknięcia się ojca Rydzyka spod kościelnej kontroli. Szkoda, że zarazem upominał publicznie księży takich jak Stanisław Musiał czy Michał Czajkowski, bezkompromisowo piętnujących polski antysemityzm. I że z równą stanowczością nie zajął się bezzwłocznie sprawą abp. Paetza w Poznaniu. Linia kardynała Glempa była centrowa – nie lubił skrzydeł, wyrazistych opcji ideowych w Kościele. Nie miał temperamentu abp. Życińskiego, który uwielbia intelektualne polemiki. Pilnował za to pozycji i jedności Kościoła hierarchicznego. I Kościół pod jego rządami zdobył solidne ustawowe zabezpieczenia swej działalności. Z tej pełnej swobody Kościół umiał skorzystać, powołując bardzo przydatne społecznie fundacje, np. na rzecz kształcenia dzieci z biednych rodzin i bezrobotnych. Nie udało się natomiast – i to duży minus – stworzyć nowych prężnych mediów katolickich – ogólnopolskiego radia mogącego być alternatywą dla rozgłośni toruńskiej czy nowoczesnego dziennika chrześcijańsko-demokratycznego.