POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 18 (2703) z dnia 2009-05-02; s. 132-137

Na własne oczy

Jagienka Wilczak

Fiu

Polinezja Francuska to symbol raju na Pacyfiku. Ale na przybyszach prawie wszystko sprawia tu wrażenie tymczasowości. A Polinezyjczyków nawiedza notorycznie fiu, depresja.

Tam wszystko jest inne. Na przykład gazety. Dwa dzienniki, „Les Nouvelles de Tahiti” oraz „La Depeche de Tahiti”, ukazujące się w Papeete, stolicy Polinezji Francuskiej, rozpoczynają się od reklam oraz ogłoszeń. I tak przez kilkanaście kolumn. Informacje krajowe zajmują nie więcej niż cztery, pięć stron. Potem świat, czyli Australia, Nowa Zelandia, Fidżi, Samoa. I Francja, z obowiązku. Mieszkańcy Polinezji są obywatelami Francji, ale Unii Europejskiej już nie. Europa jest daleko, a Brukselę mało kto potrafi wskazać na mapie. Informacje nie straszą, są raczej o tym, co się udało – niż o tym, co się nie udało. Żadne tam ponure prognozy, liczy się tylko dziś, od wschodu do zachodu słońca.

Słońce też zachodzi i wschodzi inaczej, szybko. Nocą pieją dzikie koguty i straszliwie hałasują. Polują na nie psy, pittbule, z głodu, ale i z przyuczenia. Psy są agresywne: nie mają dokąd uciec, przeczuwają, że zostaną zjedzone przez ludzi albo będą przymierać głodem. Albo zginą w walkach: walki psów są zabronione przez francuskie prawo, ale nikt ...

Czy aby na pewno raj na ziemi?B Obejrzyj więcej zdjęć na: www.polityka.pl/oczy/

Załączniki

  • Mapa

    Mapa - [rys.] JR