POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 51 (2224) z dnia 1999-12-18; s. 36-40

Świat

Artur Górski

Flaga na cmentarzu

Kosowscy Albańczycy nie wiedzą, gdzie żyją. Politycy związani z byłą Wyzwoleńczą Armią Kosowa (UCK) przekonują ich, że prowincja jest już niepodległym krajem. Nie potwierdza tego Zachód. Zrujnowane Kosowo wstrząsane jest kolejnymi zabójstwami i aktami terroru. Jego mieszkańcy łatwo mogą nabrać przekonania, że życie to walka zła z jeszcze większym złem.

- Tu nie ma jednej prawdy dla wszystkich - mówi Zlatko, jeden z mieszkańców Sztrpc, serbskiej enklawy na terenie Kosowa. - My mamy swoją, Albańczycy swoją. Świat w końcu zobaczył, że narody żyjące w Kosowie nie dzielą się na dobre i złe. NATO widząc, że zemsta Albańczyków nie jest działaniem w afekcie, a planową, brutalną czystką etniczną - wreszcie stanęło po naszej stronie. Kiedyś serbskie dzieci kamieniami obrzucały pojazdy KFOR, dzisiaj machają do żołnierzy, chcą się z nimi przyjaźnić. Moja własna prawda jest taka: tu wszyscy są dobrzy, tylko ziemia przeklęta.

Prowincja, która wprawdzie nigdy nie przypominała zasobnej Słowenii czy Chorwacji, lecz nie odstawała drastycznie od reszty jugosłowiańskiej federacji, dziś nie jest nawet własnym cieniem. Spalone domy, nieprzejezdne drogi, zniszczona przyroda, wraki samochodów, porzuconych na wiosnę tego roku przez albańskich uchodźców - to wszystko przypomina o zakończonej wojnie. Zakończonej? W prowincji zapanował względny spokój, dzięki obecności wojsk NATO. Ale codziennie zakłócają go zabójstwa, porachunki narodowościowe i mafijne, pożary domó...