POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 19 (2653) z dnia 2008-05-10; s. 42-44

Rynek

Paweł Wrabec

Flota paralotów

Kiedy miesiąc temu Lech Kaczyński i Donald Tusk, z powodu ­niesprawności obydwu rządowych Tupolewów, musieli skorzystać z wynajętych samolotów, miarka się przebrała. Władza ma teraz dostać trzy nowe odrzutowce. Ale to nie koniec kłopotów.

Przymiarki do zakupu nowej floty dla 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który wozi najważniejsze osoby w państwie, trwają od 1993 r. Od tego czasu kolejne rządy organizowały przetargi i je unieważniały. Politycy bali się posądzenia o rozrzutność. W obawie, że ich nazwiska przed wyborami trafią na czołówki brukowych gazet, kwestię wymiany posowieckich maszyn na nowe pozostawiali następcom. Wciąż powtarzane w mediach informacje, że dwa radzieckie TU-154 są paliwożerne i awaryjne, okazywały się za słabym argumentem za zakupami. Nie pomagała informacja, że najwyżsi urzędnicy nawet po kraju latają dużymi odrzutowcami, bo mniejsze Jaki-40 (zasięg do 1000 km), będące na wyposażeniu 36 pułku, uchodzą za jeszcze bardziej niebezpieczne. W dodatku niedawno skończył im się fabryczny resurs, rodzaj rękojmi producenta za stan techniczny samolotu. – Białorusini takie świadectwa ostatecznie wystawili, ale zastrzegli, iż są ważne na jeden przelot z Mińska do Warszawy – informuje pułkownik Tomasz Pietrzak, szef 36 pułku.

Taki muzealny obiekt nie mógłby latać w żadnej cywilnej linii, ale armia ...

Kto czym lata

Spośród krajów byłego bloku wschodniego starych, poradzieckich samolotów używają jeszcze tylko władze Polski, Bułgarii i Białorusi. Czesi od roku mają dwa nowoczesne Airbusy 319. Węgrzy rządowej floty na razie nie zbudowali – prezydent oraz premier latają Malevem. Teraz jednak, z powodu kłopotliwych przesiadek i opóźnień, przymierzają się do zakupów. Do modernizacji floty dla vipów szykują się Niemcy. Jest ona częścią Luftwaffe i składa się z sześciu samolotów Challenger CL-601 oraz siedmiu maszyn Airbus A-310. Te pierwsze samoloty mają już ponad 20 lat i często się psują, a część Airbusów (spadek po NRD) ma zbyt mały zasięg. Do końca 2009 r. niemiecki rząd dostanie cztery nowe 12-miejscowe samoloty Bombardier Global 5000 oraz dwa 48-miejscowe Airbusy A-319CJ. Na te zakupy przewidziano 340 mln euro. Ponadto chce odkupić od Lufthansy i przebudować dwa używane A-340. Szwecja ma tylko dwa samoloty rządowe (Gulfstream). Jeśli potrzebyje ich więcej, korzysta z czarterów. Dysponent może lecieć rządową maszyną tylko wtedy, gdy nie ma rejsowych połączeń lub jest to widoczna oszczędność czasu i pieniędzy. Także holenderscy ministrowie na ogół korzystają z rozkładowych połączeń KLM, podobnie jak brytyjscy urzędnicy – z BA. Premier Gordon Brown po kraju jeździ niemal wyłącznie samochodem lub pociągiem. Za nadużywanie samolotów RAF krytykowana jest królewska rodzina. W Niemczech na tym tle również wybuchają skandale. Niedawno media ujawniły, że minister środowiska Gabriel Sigmar latał rządowym samolotem na wakacje na Majorkę. W Szwecji z ostrą krytyką spotkał się minister finansów Borg, który wracając z Brukseli, zażądał lądowania 100 km przed Sztokholmem. Stamtąd bliżej mu było do domu. Krytyka takich zachowań polityków jest przez rządzących najczęściej ignorowana. Inna rzecz, że wyjaśnia się przynajmniej wszystkie okoliczności tych zdarzeń.