POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 34 (2617) z dnia 2007-08-25; s. 52-53

Świat

Roman Frister

Gabinet okulisty

Baszar al-Assad miał być lekarzem – jest prezydentem Syrii. Wybrany w maju tego roku na drugą siedmioletnią kadencję uzyskał ponad 97 proc. głosów. Jego minister spraw wewnętrznych Bassam Abdel Madżed uznał ten wynik za „dowód dojrzałości społeczeństwa syryjskiego i świadectwo prawdziwej demokracji”.

Dyplom ukończenia medycyny na Uniwersytecie Damasceńskim oraz świadectwa praktyki w szpitalach londyńskich sugerowały, że Baszar zostanie lekarzem okulistą. Został jednak przewodniczącym rządzącej partii Baas (partia socjalistycznego odrodzenia arabskiego), a tym samym dyktatorem w państwie, w którym od dziesiątków lat mamy do czynienia z faktycznym systemem jednopartyjnym. Władza wpadła w ręce Baszara przez przypadek – a właściwie przez wypadek. W 1994 r. w katastrofie samochodowej zginął jego starszy brat Basil. Tata Hafez al-Assad (pięć prezydenckich kadencji!) wyznaczył Basila na swego następcę. Jego niespodziewana śmierć otworzyła przed doktorem Baszarem, wysłanym natychmiast do szkoły oficerskiej, pałace prezydenckie w Damaszku i w Latakiji. Najwyższego stanowiska w kraju nie można przecież powierzyć obcemu.

Baszar, podobnie jak ojciec, szczególnym pietyzmem otacza więzy rodzinne. Jego wuj Dżamil al-Assad pełni funkcję regionalnego dowódcy milicji; drugi wuj – Madżd al-Assad – dowodzi gwardią prezydencką; Adnan al-Assad, kuzyn ojca, stoi na czele jednostek komandosów w Damaszku; generał Adnan Machluf, kuzyn matki, trzyma w garś...