POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 38 (2368) z dnia 2002-09-21; s. 52-53

Świat / Węgry

Tadeusz Olszański

Gabinety pełne agentów

Na Węgrzech ruszyła lawina lustracji. Od przeszło dwóch miesięcy politycy prawicowej opozycji i lewicowej koalicji rządowej oskarżają się nawzajem. Już ponad dziesięciu ministrom poprzednich gabinetów udowodniono, że byli agentami bezpieki.

Tak bezwzględnej i dramatycznej walki politycznej – od momentu transformacji – nigdy jeszcze na Węgrzech nie było. Uchwalona po długich debatach w 1994 r. lustracja, z małymi wyjątkami, przebiegała cicho i wręcz elegancko. Do chwili przegrania tegorocznych wyborów przez Związek Młodych Demokratów FIDESZ i oddania rządów przez premiera Viktora Orbana. Prawica nie była bowiem w stanie pogodzić się z przegraną zaledwie dziesięcioma mandatami i z miejsca sięgnęła po bombę lustracyjną. Bezpartyjnego premiera koalicyjnego rządu, utworzonego przez Węgierską Partię Socjalistyczną i liberalny Związek Wolnych Demokratów, Petera Medgyessyego oskarżono o to, że był agentem komunistycznego kontrwywiadu (patrz POLITYKA 27). Opublikowane dokumenty nie pozostawiały wątpliwości. Premier przyznał, że współpracował, ale tylko z gospodarczym kontrwywiadem – i koalicja jakoś przetrwała.

Grzechy rodziców

W dwa tygodnie później węgierska telewizja i socjalistyczny dziennik „Nepszabadsag” ujawniły materiały dotyczące ojca przewodniczącego frakcji parlamentarnej FIDESZ Zoltana Pokorniego, który w parlamencie domagał się dymisji premiera Medgyessyego. Okazało się, że ojciec jednego z najbardziej bezkompromisowych lideró...

Tagi

Węgrylustracja