POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 17 (3158) z dnia 2018-04-25; s. 44-45

Społeczeństwo

Edyta Gietka

Garb co nie wyrósł sam

Pewnego dnia Tadeusz Filar, miłośnik Bieszczad, spojrzał na mapę i oniemiał: okrojono je o trzy czwarte.

Filar, urodzony pod tamtejszym gwiaździstym firmamentem, zaniepokoił się już dwie dekady temu. Przebiegając po telewizyjnych kanałach, natknął się na reportaż, w którym pewien doświadczony leśniczy z Cisnej skarżył się, że po tutejszych borach kręci się jakiś sędziwy uczony i wmawia mu, że już nie żyje w Bieszczadach. Leśniczy był zdezorientowany.

Aż pewnego dnia jego słowa znalazły potwierdzenie w kartografii. Tadeusz Filar, zamieszkały w Opolu od pół wieku, udając się na odpoczynek do rodziny w Lesku, przeglądał podczas tankowania najnowsze polskie mapy. Bieszczady zepchnięto w nich na sam koniuszek kraju, ograniczając do ledwie dwóch połonin. Nad nimi dominowało metrażem Pogórze Leskie i Góry Sanocko-Turczańskie, nieznane mu dotychczas geograficzne krainy. Zaniemówił. Kto i w jakim celu dopuścił się takiej kradzieży?

Kilkanaście lat znosił dostępne w sprzedaży mapy turystyczne oraz samochodowe dezawuujące Bieszczady, aż na emeryturze coś w nim pękło. Wszczął prywatne dochodzenie na najwyższych szczeblach.