POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 6 (6) z dnia 2011-06-01; Pomocnik Historyczny. 1941. Operacja Barbarossa. Wojna między Hitlerem i Stalinem; s. 29-31

Korzenie konfliktu

Tadeusz Zawadzki

Gąsienice i pentody

„Chcesz mieć pokój, szykuj się na wojnę” – tą starożytną zasadą kierowali się w dwudziestoleciu międzywojennym nie tylko politycy i dyplomaci. Zastosowano ją też w sferze techniki.

Silnik spalinowy.

W pierwszej wojnie światowej na polu walki zadebiutowały dwa nowe rodzaje broni: samolot i czołg. Ich pojawienie się wymuszało opracowanie doktryn użycia. I takie doktryny zaczęły się mnożyć jedna po drugiej, ale miały wspólną cechę: do ich wcielenia w życie konieczne było udoskonalenie sprzętu.

Zdecydowanie największy postęp dokonał się w lotnictwie – tu były największe wymagania. Pod koniec pierwszej wojny dominowały chłodzone wodą silniki w układzie V rozwijające moce rzędu 300–350 KM, takie jak Hispano-Suiza 8F czy amerykański Liberty L-12. Typowe obciążenie mocy wynosiło wówczas ok. 1–1,2 kg/KM, prędkość tłoka ok. 5 m/s, średnie ciśnienie użyteczne ok. 8 atm, a okres międzyremontowy ok. 50 godz. To wystarczało dla stosunkowo niewielkich i lekkich tzw. szmatopłatów.

Niezbędne zmniejszenie masy silników osiągnięto, wprowadzając stopy aluminium. Odlewany z nich blok cylindrów miał już silnik Hispano-Suizy, ale stalowa głowica wciąż sprawiała problemy z chłodzeniem i wypalaniem zaworó...