POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 58-61

Świat / Winnice Francji

Dominika Bartmann

Gasnące pragnienie

„Głębokie rozkosze czerpane w winie – któż was nie zaznał?” – pisał Baudelaire. Dziś Francuzi nie podzielają już jego entuzjazmu. Płyn bogów coraz trudniej sprzedać; trzeba go reklamować w telewizji niczym proszek do prania. Właśnie, po walkach, parlament zgodził się na to.

Goście w domu Jean-Pierre’a Dossiera znajdą przy swoich nakryciach przynajmniej 3 szklanki: jedną na cydr albo wodę i dwie na wino. Jako dobry gospodarz pan Dossier, emerytowany nauczyciel, kupił jednego roku 1400 butelek wina. Umieścił je w piwnicy swego domu koło Rouen w Normandii, by później raczyć krewnych i przyjaciół. Nie trzeba było czekać na specjalne okazje. Jeszcze niedawno spragniony dorosły Francuz bez pytania otrzymywał kieliszek wina. Tak jak gdzie indziej herbatę, wodę lub sok.

Pierwsza Komunia

Popijali wszyscy: starsi, dorośli i dzieci. Chwilą inicjacji był zazwyczaj dzień Pierwszej Komunii Świętej. Nikogo nie dziwiło, gdy po rodzinnych posiłkach mali chłopcy – dziewczynki były z tego wyłączane – chodzili wokół stołu sprawdzając, czy w kieliszkach gości nie pozostało trochę czerwonego przysmaku. Jeżeli szczęście im sprzyjało, mogli pokosztować wielu gatunków win i stopniowo wyrobić sobie gust.

Wino kojarzyło się z uroczystością, ze świętem. – Jako nauczyciel szkoły podstawowej obserwowałem, jak bardzo zmieniały się gusta dzieci &...