POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 51 (2329) z dnia 2001-12-22; s. 18

Wydarzenia

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Gaz różnie pachnie

Nowa ekipa chce szukać tańszych gwarancji niż budowa rurociągu z Norwegii

Miesiąc przed wyborami rząd Buzka zdążył podpisać umowę na import gazu z Norwegami, czemu sprzeciwiała się lewica. Dwa miesiące po wyborach rząd Millera próbuje renegocjować umowę na import gazu z Rosjanami, co znów nie podoba się prawicy. Czy kierunki przebiegu gazociągów zależą od geografii, czy od sympatii politycznych?

W dwudziestą rocznicę stanu wojennego (co przypomniało sowieckie groźby z owego czasu, że jeśli nie zdusimy kontrrewolucji, nie dadzą Polsce ropy i gazu) wicepremier Marek Pol pojechał do Moskwy radzić, jak zniwelować nasz deficyt handlowy, który wynosi 3 mld dolarów rocznie. Coraz trudniej zarobić te pieniądze na kurczących się rynkach Zachodu, podczas gdy Rosja rozwija się ostatnio w tempie niezrównanym w Europie. Z opóźnieniem, wynikłym chyba z obaw o zarzuty rusofilstwa (a może nawet sowieckiej agentury), lewicowy rząd polski usiłuje mocniej postawić stopę na rosyjskim rynku, gdzie nasi konkurenci już są.

Związku Radzieckiego już nie ma, ale pamięć o możliwym szantażu politycznym pozostała. Jerzy Buzek chciał za wszelką cenę zbudować alternatywny gazociąg z Norwegii. Gaz z Norwegii jest drogi, jego eksploatacja miałaby też zależeć od udziału innych ewntualnych partnerów. Minister z rządu Millera mówi, że na razie Polski na udział w tym przedsięwzięciu nie stać. To przygrywka do targów z Norwegami, czy istotnie szukać będziemy ...