POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 34-36

Rozmowa Polityki

Adam Szostkiewicz

Gdy prawda śpi

Dr Maciej Zięba, dominikanin, autor książki „Papieska ekonomia”, o tym, dlaczego księża nie powinni mylić ambony z mównicą sejmową, a posłowie mównicy z amboną

Adam Szostkiewicz: – Znów słychać wołanie o więcej państwa w gospodarce, edukacji, kulturze.
Maciej Zięba: – Taka pokusa istnieje, zwłaszcza gdy słabnie rodzina i aktywność obywatelska. Ale rozrośnięte państwo jest kosztowne, zbiurokratyzowane i skłonne do przemocy administracyjnej. Już Leon XIII przeciwstawiał się zbyt licznym ingerencjom państwa w życie obywateli. Mocno też podkreślał trójpodział władz, by się wzajemnie kontrolowały i równoważyły. To polityczne przełożenie tezy o grzechu pierworodnym, o tym, że natura ludzka jest corruptibilis.

Nowożytna katolicka nauka społeczna zaczyna się od encykliki „Rerum novarum” Leona XIII z 1891 r. Kolejni papieże się do niej odwołują. Na stulecie jej ogłoszenia Jan Paweł II wydał encyklikę „Centesimus annus”. Czy papież Leon wytyczył kierunek społecznej myśli katolickiej?
„Rerum novarum” nazywamy czasem „okrętem flagowym” katolickiej myśli społecznej. Formułuje ona zrąb zdrowej filozofii społecznej, wychodzącej od praw osoby, rodziny i wolnych stowarzyszeń. Państwo nie może mieć za dużej władzy nad społeczeństwem. Nie może, ot tak sobie, likwidować na przykład szkół czy stowarzyszeń społecznych. Ma interweniować dopiero wtedy, gdy obywatele naprawdę potrzebują jego wsparcia. 

Encyklika „Rerum novarum” przyczyniła się też do rozwoju związków zawodowych. Wspaniałą postacią tamtej epoki był biskup Wilhelm von Ketteler, o którym Karol Marks pisał jako o niebezpiecznym „katolickim klesze”, który skutecznie odbiera komunistom „kwestię robotniczą”.

Czemu papieże ogłaszają encykliki społeczno-ekonomiczne, przecież nie są ekonomistami?
To choroba naszych pokartezjańskich czasów: polityka ma być czysto polityczna, ekonomia czysto ekonomiczna, kultura czysto kulturalna, religia czysto religijna. Przecież te sfery się przenikają. Religia czysto religijna jest oderwana od rzeczywistości. Wgląd Kościoła w dziedzinę ekonomiczną to, po pierwsze, przypomnienie o etycznym fundamencie gospodarki, po drugie, nacisk na personalizację działań ekonomicznych. Np. podkreślanie, że przedsiębiorstwo to nie machina składająca się z wielu trybików, której jedynym miernikiem jest zysk, ale zrzeszenie osób, które powinny efektywnie współpracować. Kiedy byłem młodym księdzem, to kategorie pomocniczości, solidarności i dobra wspólnego uważano za pobożne katolickie ględzenie. Dziś subsydiarność i solidarność to fundamenty Unii Europejskiej i coraz częściej zaczynamy mówić o dobru wspólnym, a nie tylko o wspólnym rynku.

Co proponuje Kościół?
Abyśmy popatrzyli na człowieka głębiej. Człowiek to nie tylko homo oeconomicus – producent i konsument, a praca nie jest zwykłym towarem. Człowiek, także w świecie gospodarki, pozostaje obywatelem, ojcem lub matką, protestantem lub katolikiem, miłośnikiem malarstwa albo piłki, i zawsze posiada niezbywalną godność.

Opisując naukę społeczną Kościoła, wyróżnia w niej ojciec dwa nurty: profetyczno-pastoralny i realistyczno- teologiczny. Czym się różną?
Zaproponowałem te określenia, by podkreślić dwa rozbieżne cele, które chcemy osiągnąć poprzez nauczanie społeczne. Czym innym jest bowiem przemawianie z ambony, a czym innym znad akademickiego pulpitu. Nie powinno się tego mylić. U nas zdarza się, że księża pomylą ambonę z mównicą sejmową, a posłowie mównicę sejmową z amboną. To margines, ale jest to niezgodne z katolicką nauką społeczną i problem istnieje. Celem człowieka przemawiającego z ambony jest poruszyć słuchaczy, wstrząsnąć nimi, skłonić do nawrócenia.

Który nurt dominuje w naszym Kościele?
Dominuje nuta pastoralna, bo ona pozornie jest prostsza. Rozumiem, że biskup czy ksiądz oburza się, widząc tragedię ludzi, którzy tracą pracę. Tyle że nie można jedynie pomstować na system czy polityków. Sprawy bywają złożone. Obejmują także wahania cen surowców, odkrycia i nowe technologie, ochronę środowiska, rzeczową analizę programów naprawczych. Czasem trzeba zamknąć jedną kopalnię, by uratować kilka innych. A emocjonalna reakcja ogranicza się do pohukiwania, że „obcy” nas niszczą, politycy są skorumpowani, a elity wszystko rozkradły. Z poczciwości, ale niedobrej poczciwości, płyną niekiedy z ambony takie słowa. I wtedy zaczyna się wierzyć, że jak przyjdą „nasi”, to wszystko naprawią i będzie dobrze.

A będzie?
Nie będzie. Sprzymierzanie się w Kościele z jakąś konkretną formacją gospodarczą czy polityczną zawsze jest szkodliwe i zraża wielu ludzi. Godzi w katolickość, czyli powszechność Kościoła. A naiwna wiara, że „nasi” definitywnie rozwiążą problemy, jest teologicznie fałszywa i niedorzeczna. Królestwa Bożego nie zbudujemy na Ziemi. To utopia, mit tak zwanej trzeciej drogi, przed którym przestrzegał Jan Paweł II. Nie zajmujmy się dążeniem do świata idealnego, lecz refleksją i działaniem, jak realny świat uczynić lepszym.

A co to obchodzi Polaka katolika?
U nas wciąż sporo jest chrześcijań...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]