POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 11 (2341) z dnia 2002-03-16; s. 13

Komentarze / Gość Polityki

Szlomo Avineri

Gdyby Arafata zabrakło

Szlomo Avineri. Profesor, politolog, dyrektor Instytutu Europejskiego na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie

Na Bliskim Wschodzie jest tak tragicznie, że sytuacja niemal sięga dna. Co można zrobić, by przestać się zabijać?

Nigdy nie byliśmy tak blisko zakończenia konfliktu jak w 2000 r. w Camp David, kiedy premier Izraela Ehud Barak zgodził się na to, by uznać niepodległe państwo palestyńskie, oddać mu 95 proc. okupowanych terytoriów, przenieść 30 tys. żydowskich osadników, dzielić władzę z Autonomią na Górze Świątynnej i renegocjować podział Jerozolimy. Rysująca się ugoda rozsypała się, gdy Arafat wysunął dodatkowe żądania w sprawie Jerozolimy, a ponadto wysunął postulat prawa powrotu uchodźców. A są ich trzy miliony! Barak nie mógł zaakceptować tego prawa, nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że tylko część, może i mała, chciałaby z niego skorzystać. Arafat powtórzył swój własny błąd, kiedy to w 1977 r. nie przyjął zaproszenia Sadata i Begina do uczestniczenia w rozmowach pokojowych. Notabene, nie mogę nie przypomnieć, że zabójstwo Sadata z rąk fundamentalistów Arafat skomentował następująco: „To wielki dzień dla narodu palestyńskiego”. Znana jest ...