POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 20 (2705) z dnia 2009-05-16; s. 46-47

Rynek

Joanna Solska

Gdzie jest Czarny Piotruś?

W rządzie Donalda Tuska nie ma osoby, o której moglibyśmy powiedzieć, że odpowiada za gospodarkę. Na początku był to zabieg celowy. Ale teraz, w czasie kryzysu?

Niechęć Platformy Obywatelskiej do desygnowania twarzy gospodarki wynikała z trzech powodów. Po pierwsze – z jej liberalnych przekonań, że im mniej państwa w państwie, tym lepiej. Gospodarką nie trzeba więc sterować, wystarczy jej nie przeszkadzać. Dlatego jednym z haseł, pod którymi koalicja PO-PSL obejmowała władzę, stała się walka z krępującymi biznes przepisami. Zdecydowano się ją prowadzić na dwóch frontach. W Ministerstwie Gospodarki, gdzie za poprawianie złego prawa zabrał się wiceminister Adam Szejnfeld, oraz w sejmowej komisji Przyjazne Państwo, do niedawna kierowanej przez Janusza Palikota. Obaj panowie mieli uporać się z tym, czemu nie dał rady Leszek Balcerowicz, który jako wicepremier rządu AWS-UW powołał międzyresortowy zespół do odbiurokratyzowania gospodarki.

Drugi powód wynikał z uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej. Donald Tusk uznał, iż poprzednia struktura, gdzie resorty gospodarcze spinał odpowiedzialny za nie wicepremier, zwykle pełniący jednocześnie funkcję ministra finansów (w koalicji AWS-UW był to Leszek Balcerowicz, w rządach SLD-PSL najpierw Grzegorz Kołodko, potem Jerzy Hausner), już się przeżyła. Coraz ...