POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 5

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Kraj

Juliusz Ćwieluch

Generał mówi, generał odchodzi

Śmierć kapitana Ambrozińskiego musiała mieć konsekwencje. Nie wiadomo, czy będzie to tylko poniedziałkowa dymisja dowódcy wojsk lądowych generała Waldemara Skrzypczaka, czy może kogoś jeszcze?

To, że generał Waldemar Skrzypczak wybuchnie, wydawało się tylko kwestią czasu. Nad trumną poległego kapitana Ambrozińskiego powiedział: – Nie urzędnicy wojskowi, biurokracja ma nam mówić, czym walczyć. To my wiemy, czym mamy walczyć, i chcemy, żeby nas słuchano. Zabrano nam kompetencje, zostawiając odpowiedzialność. Czy nadejdzie czas, że ktoś, kto zaniedbał te kwestie, poniesie odpowiedzialność?

Wojsko to struktura zhierarchizowana. Jeśli ktoś jest omijany w hierarchii, to znaczy, że przestaje się liczyć. A takich nieprzyjemnych sygnałów Skrzypczak w ostatnich miesiącach dostawał coraz więcej. Podczas majowej rewolucji kadrowej, kiedy zmieniono miejsce pracy ponad 20 generałów, nikt nie skonsultował decyzji z dowódcą wojsk lądowych, choć większość zmian dotyczyła podległych mu jednostek. – Szef dowiedział się o wszystkim już po fakcie. Widać było, że strasznie go to zabolało – mówi jeden z oficerów z bliskiego kręgu generała Skrzypczaka. Na dodatek jego najbliższy współpracownik, generał Jerzy Michałowski, został odwołany z wojsk lądowych, a na jego miejsce przyszedł zaufany człowiek ministra Klicha – generał Edward Gruszka. Na cytadeli, gdzie urzęduje szef wojsk lądowych, zaczęto mówić, że generał Skrzypczak dostał od ministra opiekunkę.

Mocnym ciosem okazały się również postępowania wyjaśniające prowadzone przez wojskową prokuraturę, w których pojawiało się nazwisko generała Skrzypczaka. Sprawa dotyczy wysłania do Czadu wozów bojowych Rosomak z nowym rodzajem wieży. Jak każdy sprzęt dla wojska, wieża ta powinna przejść drobiazgowe i czasochłonne badania certyfikacyjne. Ale żołnierze czekali na sprzęt. Decyzją generała Skrzypczaka dostali go na czas. Tyle że wieża pojechała bez skończonych badań. Teraz grozi mu za to oskarżenie o przekroczenie uprawnień. – Ratowałem honor i twarz armii. Na redzie stał statek. Każdy dzień opóźnienia to były ciężkie pieniądze, a teraz okazuje się, że mogę być oskarżany. Gdzie tu jest sens – denerwuje się szef wojsk lądowych. Prokuratorzy wojskowi uspokajają. – Pan generał sam zgłosił się na przesłuchanie i występował jedynie w charakterze świadka – mówi pułkownik Ireneusz Szeląg z warszawskiej prokuratury wojskowej.

Czarę goryczy przelały okoliczności śmierci kapitana Daniela Ambrozińskiego, której według generała Skrzypczaka można było uniknąć, gdybyśmy mieli lepszy sprzęt. Wyposażenie naszych żołnierzy to oczko w głowie Skrzypczaka. To on namówił byłego ministra obrony narodowej Aleksandra Szczygłę na konferencję prasową, podczas której pokazano buble zakupione dla polskiego kontyngentu w Afganistanie. Wydawało się, że po takiej manifestacji sytuacja się poprawi. Nic bardziej mylnego. – O pilnej potrzebie kupienia samolotów bezzałogowych pisałem do Sztabu Generalnego już 2 lata temu – mówi wściekły szef wojsk lądowych. W tym czasie ogłoszono trzy przetargi na ten sprzęt. – Wszystkie unieważniono, bo wojskowi urzędnicy tak nieprecyzyjnie je napisali – mówi Andrzej Kinski, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”. Zakupy dodatkowych śmigłowców wstrzymano z braku funduszy. W tym samym czasie znalazły się pieniądze na samoloty „Bryza”, które z perspektywy potrzeb kontyngentu są bezużyteczne.

Przez ponad trzy lata nie udało się również doprowadzić do zakupu odpowiedniego pojazdu minoodpornego. Przetarg, który ogłoszono według specjalnie napisanych dla wojska przepisów o Pilnej Potrzebie Operacyjnej, przeprowadzany był rok. – Zakończył się niczym, ponieważ wymagań zawartych w tym przetargu nie spełniała żadna istniejąca konstrukcja na świecie – dodaje redaktor Kinski.

Przy takiej dawce bezsilności mogą puścić nerwy. Zwłaszcza nad trumną z ciałem podwładnego. Gorzkie słowa o urzędniczej nieudolności siłą rzeczy musiały zaboleć ministra obrony narodowej, bo to m.in. on odpowiedzialny jest za zakupy. Słowa krytyki przez resort obrony narodowej odebrane zostały jako próba zakwestionowania cywilnego zwierzchnictwa nad armią. A to prawie jak bunt. – W tej sprawie należy działać niezwykle pryncypialnie. Wezwiemy pana generała przed oblicze komisji i będziemy chcieli poznać intencje jego słów. Moim zdaniem niefortunnych o daleko idących konsekwencjach – mówi Grzegorz Dolniak, członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej i wiceszef klubu PO.

Na zapowiedziane konsekwencje nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek, na godzinę 15 generał Skrzypczak wezwany został na rozmowę dyscyplinującą z szefem Sztabu Generalnego generałem Franciszkiem Gągorem – Co ja mam z tobą zrobić?– usłyszał na wejściu. Sam rozwiązał dylemat przełożonego, podając się do dymisji. Od poniedziałku od godziny 15.30 generał Skrzypczak jest urlopowanym dowódcą wojsk lądowych, którego urlop potrwa pewnie do 2 października. Tego dnia skończy mu się kadencja, urlop i płynnie zostanie emerytem. Zarzuty o negowanie cywilnej kontroli, to jego zdaniem wytrych, którym odwrócono uwagę od realnego problemu. – Za słowa prawdy ktoś musi polec i nie mam żalu, że trafiło na mnie. Ale to dalej nie załatwia problemów naszych żoł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]