POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 39 (2212) z dnia 1999-09-25; s. 17

Wydarzenia

Janina Paradowska

Gest bezsilności

Prezydent Paweł Piskorski zakazał przeprowadzenia związkowej, podobno stutysięcznej, demonstracji na głównych arteriach komunikacyjnych Warszawy. Prezydent ocenił, że demonstracja, paraliżująca na wiele godzin życie całego miasta, może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi, a także porządkowi publicznemu w stolicy. Pawłowi Piskorskiemu organizatorzy zarzucili, że łamie konstytucję i ogranicza zagwarantowane nią prawo do wolności zgromadzeń. Wojewoda mazowiecki natomiast zakaz uchylił uznając, że zagrożenia nie ma.

Nie ulega wątpliwości, że prezydent Warszawy miał prawo do wydania zakazu. Daje mu je ustawa o zgromadzeniach. Potwierdził to zresztą zdecydowanie prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Zagwarantowana konstytucyjnie wolność zgromadzeń jest bowiem normą podlegającą ograniczeniom. Art. 57 konstytucji zapewnia każdemu wolność do organizowania pokojowych zgromadzeń, ale jednocześnie stanowi, że jej ograniczenie może określać ustawa. Czyni to właśnie ustawa o zgromadzeniach. Nie ulega także wątpliwości, że wojewoda miał prawo decyzję prezydenta zmienić, inaczej oceniając sytuację. Dwaj urzędnicy - samorządowy prezydent i rządowy wojewoda - poruszali się bowiem na gruncie nieprecyzyjnych przepisów ustawy pochodzącej z lipca 1990 r., kiedy to w procesie wychodzenia z systemu komunistycznego panowała tendencja do stanowienia prawa bardzo liberalnego.

Ocena sytuacji dokonana przez prezydenta Warszawy jest jednak bliższa duchowi ustawy o zgromadzeniach niż decyzja wojewody. Prawo o zgromadzeniach (a także ustawy o związkach zawodowych i rozwiązywaniu sporów zbiorowych) jest bogate, pozwala na bardzo różne, oczywiście pokojowe, formy ekspresji poglądów, w tym takż...