POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 6 (2438) z dnia 2004-02-07; s. 47-48

Świat / Wybory w USA

Tomasz Zalewski

Gitarą i ketchupem

John Kerry zaczął się uśmiechać. Zwykle posępny i pełen rezerwy demokratyczny senator z Massachusetts przemógł się, nawiązał cieplejszy kontakt z wyborcami i w cuglach zwyciężył w prawyborach w stanach Iowa i New Hampshire. Po takiej serii nikt jeszcze nie przegrał wyścigu o partyjną nominację w wyborach do Białego Domu.

Nowy faworyt demokratów przeszedł prawdziwą metamorfozę, choć niedawno skazywano go na porażkę. Demokratyczni wyborcy okazują się w końcu pragmatyczni – opuszczają swego dotychczasowego ulubieńca, byłego gubernatora Vermont Howarda Deana, i swoje sympatie przenoszą na Kerry’ego. Ma on podobno dużo większe szanse na pokonanie w listopadzie prezydenta Busha. Czy rzeczywiście?

Ćwierć wieku temu porucznik marynarki wojennej John Kerry dowodził kutrem patrolowym w delcie Mekongu w Wietnamie. Statek wpadł w zasadzkę i wpłynął na minę, której wybuch wyrzucił za burtę jednego z pasażerów, komandosa Jima Rassmana. Kerry, ranny wskutek ostrzału, nie widział wypadnięcia kolegi, ale kiedy zauważył, że go brakuje, po 200 metrach zawrócił i pod ogniem nieprzyjaciela wyłowił Rassmana z wody. Był to tylko jeden z kilku podobnych epizodów w wojennej służbie przyszłego senatora. Za bohaterstwo otrzymał order Srebrnej Gwiazdy i trzy Purpurowe Serca – odznaczenia, z których i żołnierze, i opinia publiczna są dumni. W Iowa Rassman dziękował mu za uratowanie życia.

Kiedy ...