POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 45 (2270) z dnia 2000-11-04; s. 33

Świat

Roman Frister

Głowa boli

Co dalej? Trzeba będzie zasiąść do negocjacji. Po co więc niszczyć i zabijać?

Gdyby nie telewizor, nie wiedziałbym, że ludzie strzelają, że ludzie giną. Z okna mam widok na baseny kąpielowe, jeden kryty, drugi otwarty; sąsiedzi opalają się, czytają gazety pod kolorowymi parasolami, pływają. Po drugiej stronie wysokościowca, w kawiarni, występował wczoraj wieczorem zespół jazzowy. Rano spotykają się tam na plotki miejscowe damy. Emeryci grają w brydża.

Złudny dobrobyt, złudny spokój. Jak w większości izraelskich domów, także do naszego mieszkania telewizja wprowadza zamęt i zmusza do myślenia. W ciągu trzech tygodni zginęło kilkunastu Izraelczyków i ponad stu Palestyńczyków. Jest ponad cztery tysiące rannych, wśród nich sporo palestyńskich dzieci, tych, które Jaser Arafat nazywa generałami kamiennego powstania. Co gorsza, wciąż jeszcze nie widać światła w końcu tunelu. Każda strona wyciąga oskarżycielski palec w stronę przeciwnika. Napisałem „przeciwnika?” Przecież jeszcze niedawno mówiono o konieczności kompromisu, o pokoju. Karuzela wydarzeń obraca się szybko, aż do zawrotu głowy. Czy przy zawrocie głowy można trzeźwo rozważać? Nie wiem, czy można, ale rozsądne myślenie jest konieczne.

Wbrew oczekiwaniom Jasera Arafata, szczyt Ligi Arabskiej w Kairze (21–22 października) nie zdecydował się na czwartą z kolei wojnę przeciw żydowskiemu państwu. Abstrahując od języka podjętych uchwał i werbalnych pogróżek należy stwierdzić, że w gruncie rzeczy w tej najbardziej ...