POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 49 (3088) z dnia 2016-11-30; s. 46-47

Rynek

Andrzej Lubowski

Głowa do nogi

Jeśli wierzyć działaczom FIFA, europejski futbol robi bokami i tylko ich mądrość może go uratować. To bzdura.

Wedle magazynu „Forbes” Real Madryt jest szacowany na przeszło 3,6 mld dol. Tylko jeden klub sportowy na świecie, Dallas Cowboys – drużyna futbolu amerykańskiego – jest wart więcej. W tym roku Real zdobył swój 11. Puchar Mistrzów – o trzy więcej niż najbliższy rywal AC Milan i o sześć więcej niż FC Barcelona, Bayern Monachium i Liverpool.

Królewscy powstali w 1902 r., lecz dopiero w 1920 r. Alfons XIII roztoczył nad klubem królewski patronat. Przed wojną domową i triumfem faszystów nie Real, ale Atletico był najbardziej utytułowanym klubem Hiszpanii. Wielkie triumfy Realu nadeszły w czasach dyktatury Franco.

Santiago Bernabeu, wpierw gracz i kapitan Realu, a potem jego menedżer, w 1943 r. został prezesem klubu. Zbudował nowy stadion, który dziś nosi jego imię, otoczył się zręcznymi administratorami. Zarządzali klubem jak dobrym biznesem. Bernabeu ściągał najlepszych z całego świata. I przez pięć lat z rzędu, od 1956 do 1960, Real zdobywał Puchar Europy (prekursor Ligii Mistrzów). To wówczas Królewscy stali się arystokracją ...