POLITYKA

Wtorek, 23 kwietnia 2019

Polityka - nr 47 (2220) z dnia 1999-11-20; s. 86

Społeczeństwo

Stanisław Podemski

Głowa pod ochroną

Proces cywilny Aleksandra Kwaśniewskiego przeciwko "Życiu" zbliża się ku końcowi. Byłoby nieposzanowaniem sądu i jego dwuletniego wysiłku wypowiadanie teraz jakichkolwiek opinii na temat przyszłego wyroku. Jednakże proces ten z pewnością stawia w centrum uwagi publicznej problem podstawowego znaczenia. Jest nim ochrona czci, godności i honoru głowy państwa. Nie dziś tylko, także za rok, dziesięć, dwadzieścia lat.

Kodeks karny z 1932 r. strzegł prezydenta Rzeczypospolitej przed zniewagami i w tej intencji posuwał się tak daleko, że wypowiedzenie nieprzyzwoitego słowa w obecności głowy państwa uważane już było za zniewagę. Dla prezydenta też zrobiono wiele mówiący wyjątek. Gdy trzeba było przesłuchać go, sąd prosił o wyznaczenie czasu i miejsca odebrania zeznań. Nie była to tylko czcza kurtuazja, ale wynik przeświadczenia, że najwyższemu reprezentantowi narodu służą szczególne prawa, nawet przed niezawisłym sądem, i że procedura sądowa ustąpić tu musi przed majestatem Rzeczypospolitej.

Czy na rozwiązania prawne Polski lat trzydziestych miała wpływ dawna tradycja? Poza nielicznymi szaleńcami (na przykład nieudany zamach Piekarskiego na Zygmunta III Wazę) przez całe stulecia nikt nie ważył się podnieść ręki na osobę królewską. Od 1573 r. królowie byli wybierani (od XVI stulecia także istniało rozróżnienie majątku państwo-wego i prywatnego, tzn. osobistego majątku króla), ale nadal obrady sejmowe poprzedzało całowanie ręki królewskiej przez ...