POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 9 (2441) z dnia 2004-02-28; s. 3

Raport

Głuche ucho

Wielu Polaków z upodobaniem twierdzi, że słoń im nadepnął na ucho. Nie śpiewają – chyba że w stanie wskazującym na spożycie – i nie grają. Dość kiepsko znają się na muzyce. W badaniach muzykalności nasze ośmiolatki nie odstają od innych Europejczyków. Dopiero później gwałtownie tracą słuch muzyczny. Jak to się dzieje?

Nawet liczni przedstawiciele inteligencji bez żenady, wręcz z pewną ostentacją, mówią, że są głusi, nie znają się na muzyce, a ich muzykalność sprowadza się do odróżniania, kiedy grają, a kiedy nie. Do analfabetyzmu wstyd się przyznać; nieumiejętność czytania nut wydaje się w naszym kraju nieistotnym mankamentem – jak nieznajomość, powiedzmy, języka suahili. I nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w Europie znajdujemy się pod tym względem w absolutnej mniejszości.

Ale nie jesteśmy przecież jakoś szczególnie upośledzeni. Przynajmniej na starcie edukacji. Później jest coraz gorzej: im dzieci starsze, tym w badaniach muzykalności bardziej zwiększają się różnice na polską niekorzyść. Już dwadzieścia lat temu alarmował w ekspertyzie na ten temat zespół prof. Andrzeja Rakowskiego, ówczesnego rektora warszawskiej Akademii Muzycznej. Podobne porównania prowadziła dziesięć lat później prof. Barbara Kamińska z tej samej uczelni; sytuacja nie uległa zmianie.

Polacy stają się więc niemuzykalni dopiero z wiekiem. Z jakiej przyczyny? Czy za sprawą jakiegoś złośliwego wirusa, który uaktywnia ...

Narodowe granie i śpiewanie

Prof. Maria Manturzewska, Międzywydziałowa Katedra Psychologii Muzyki, Akademia Muzyczna w Warszawie:

– Mawia się, że są narody bardziej i mniej muzykalne. Czy to stereotyp? Nie do końca. W latach 50. w Stanach Zjednoczonych przeprowadzano badania różnych grup narodowościowych, które potwierdziły szczególne umuzykalnienie społeczności żydowskiej czy włoskiej. Przyczyną tego stanu rzeczy nie są jednak uwarunkowania genetyczne, lecz kulturowe: w tych środowiskach większą wagę przywiązuje się do muzykowania. Również u naszych wschodnich sąsiadów – Ukraińców, Rosjan – śpiew należy do codziennych obyczajów. Sama widziałam w Rosji scenkę, kiedy spotkało się na ulicy czterech mężczyzn i nagle zaczęli pięknie śpiewać na głosy. Matki śpiewają dzieciom. Być może Rosjanie są tak umuzycznieni dzięki tradycji śpiewu cerkiewnego. W protestanckich zaś Niemczech istniał od pokoleń obyczaj śpiewania chorałów. W polskich kościołach z muzyką jest zupełnie źle.

Klaszczę, tupię, pstrykam

Cytaty z podręczników do muzyki

 

Maurycy Ravel oparł „Bolero” swe
na melodiach, które wciąż
pełzają jak leniwy wąż.
W tej chwili właśnie temat pierwszy brzmi,
muzyk marszczy brwi.
I hiszpańskie tutaj rytmy brzmią,
a instrumenty wszystkie
są wielką sekcją perkusyjną.
I najpierw solo prezentują nam wdzięki swe,
potem grają pulsująco.
– Rytm słychać w tle!
– Jestem w transie. A ty?
– Ja jeszcze nie.

(słowa M. Tomaszewskiej do podkładania pod temat „Bolera” Ravela – z podręcznika „Muzyka” do kl. 6, Wyd. M. Rożak, Gdańsk 2000)

 

Nazywam się Frycek –
Fryderyk Chopin.
Mieszkam w Żelazowej Woli,
tam fortepian wielki stoi.
Gdy choć chwilę czasu mam,
do klawiszy zasiadam.
Gdy ktoś po salonie chodzi,
już mi koncert nie wychodzi.
Palce potykają się,
a fortepian fałszuje.

(piosenka „Frycek” M. Tomaszewskiej z podręcznika „Muzyka” do kl. 4, Wyd. M. Rożak, Gdańsk 1999)

 

Klaszczę, tupię, pstrykam,
Bo to jest muzyka.
A kto jej nie lubi,
Niech uszy zatyka.

(z piosenki I. Chylanki w podręczniku „Witaj muzyko” do kl. 1, Wyd. Pedagogiczne ZNP, Kielce 1999)