POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 22 (2556) z dnia 2006-06-03; s. 132-137

Na własne oczy

Barbara Pietkiewicz

Go! Gołąb go!

Sezon lotów zaczyna się w pierwszych dniach maja. Tysiące gołębi pocztowych, wywożonych setki kilometrów od gołębnika, rzucają się w dramatyczne, pełne niebezpieczeństw loty powrotne.

Kiedy nie znano telefonu, gołębie pocztowe przynosiły przypięte do nóżek meldunki wojenne. Dobrych wieści było pewnie więcej niż złych, dlatego gołąb stał się symbolem pokoju, choć w obronie gniazda i swej gołębicy potrafi walczyć zażarcie i do upadłego.

Hodowla gołębi pocztowych była od zawsze rozrywką ludzi zamożnych. Biednych nie było stać na kosztowne ptaki, które mogłyby stać się zaczątkiem stada. Ale ukraść gołębia jest łatwiej niż konia rasowego, toteż i biedniejsi z czasem zaczęli zakładać gołębniki.

W okresie międzywojennym na ich hodowanie trzeba było mieć zezwolenie Ministerstwa Spraw Wojskowych. Trzymali gołębie liczni oficerowie. W Sulejówku hodowano pocztowe dla Piłsudskiego, który był admiratorem tych niezwykłych ptaków.

Po wojnie Polska stopniowo wyrosła na równą Belgii, Holandii i Niemcom potęgę gołębiową. Polski Związek Hodowców Gołębi Pocztowych liczy ponad 43 tys. członków. Najwięcej jest ich na Śląsku, ale hobby rozlało się już na cały kraj. Hodowcy ...