POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 42 (2526) z dnia 2005-10-22; s. 124-130

Na własne oczy

Golf w biedaszybie

W turbogolfie na Śląsku nie ma meleksów, chorągiewek i dołków w przystrzyżonej trawie. W zamian jest klimat jak z filmu s.f.

Zdred i Smołas, obaj z Siemianowic Śląskich, wchodzą do opuszczonej hali fabrycznej Huty Kościuszko w Chorzowie. – Miejsce niezbyt przyjazne grze, bo piłki się gubią, ale za to jaki klimat! – przekonują. 

Przeskakują nad prowizoryczną bramą z tabliczką „Teren prywatny, wstęp wzbroniony”. – Spokojnie, huta nie działa od wielu lat – zapewnia Smołas. – Ale wchodzi się na własne ryzyko! – dodaje z uśmiechem. Mijają betonowy basen z rdzawą wodą i wchodzą do wnętrza.

Aż dech zapiera w piersiach. Gigantyczna hala przytłacza ogromem. Wiszący wysoko dziurawy strop wpuszcza pojedyncze smugi światła. Chłopcy nie mają pojęcia, co tu produkowano za czasów industrialnej świetności. Zdred wyciąga kij golfowy z torby, kilka piłek i rozgląda się za dogodnym miejscem. Po chwili odgruzowuje mały obszar pośrodku hali. Ustawia piłkę. Cel to po prostu przeciwległa ściana. Przy uderzeniu słychać tylko lekkie pyknięcie. Odbita rykoszetem piłka przelatuje 30 cm nad głowami graczy i&...