POLITYKA

środa, 21 sierpnia 2019

Polityka - nr 44 (2627) z dnia 2007-11-03; s. 70-72

Kultura

Zdzisław Pietrasik

Gombrowicz poszedł na wybory

Młodzi wpłynęli znacząco na wynik ostatnich wyborów, młodzi wzięli sprawy w swoje ręce, powtarzają komentatorzy. Wygląda więc na to, że Synczyzna wygrała z Ojczyzną uosabianą przez braci Kaczyńskich. Może zatem Donald Tusk powinien dziękować nie tylko Władysławowi Bartoszewskiemu, ale także Witoldowi Gombrowiczowi, który z zaświatów patronował buntowi tej młodej Polski?

Teraz, kiedy opadł już kurz bitewny, bardziej zrozumiałe stają się wysiłki Romana Giertycha, wówczas ministra edukacji narodowej, który chciał za wszelką cenę usunąć Gombrowicza z listy lektur obowiązkowych. Wiedział, co robi. Gombrowicz jest bowiem ciągle bardzo niebezpiecznym konkurentem w walce o dusze młodych rodaków, którym Giertych wolałby zlecić do przeczytania dzieła wszystkie Henryka Sienkiewicza, najbardziej polskiego z polskich pisarzy, tworzącego, jak pamiętamy ze szkoły, w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc.

Gombrowicz też krzepi, ale inaczej: namawia mianowicie, aby próbować przezwyciężać staroświecką formułę polskości, przenoszoną bałwochwalczo z odległych wieków w czasy dzisiejsze. „Rozluźnić to nasze poddanie się Polsce! – pisał w przedmowie do „Trans-Atlantyku”. – Oderwać się choć trochę! Powstać z klęczek! Ujawnić, zalegalizować ten drugi biegun odczuwania, który każe jednostce bronić się przed narodem, jak przed każdą zbiorową przemocą. Uzyskać – to najważniejsze – swobodę wobec formy polskiej, będąc Polakiem być jednak kimś obszerniejszym i wyższym od Polaka!”.

To właśnie w „Trans-Atlantyku”, którego Roman Giertych, ...