POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 2 (2537) z dnia 2006-01-14; s. 82-85

Społeczeństwo / Obyczaje / Socjochata

Mirosław Pęczak

Góra przemienienia

Odbudowana legendarna Chata Socjologa znów wznosi się na bieszczadzkiej polanie. Spłonęła w styczniu 2003 r., w 30 rocznicę istnienia, jakby symbolicznie. Przebyła tę samą drogę co polska socjologia; w nieco ironicznym skrócie powiedzieć można: od marksizmu do marketingu.

Ci, którzy jako pierwsi przyjeżdżali na Otryt i zaczynali budować jego legendę, sprawiali wrażenie mało praktycznych fanów Nowej Lewicy. Ci, którzy dziś ją kontynuują, zdają się wiedzieć wszystko o wolnym rynku, a ideologia nie jest dla nich podstawowym problemem życiowym. Trochę z tym tak jak z samą socjologią w Polsce: 30 lat temu uprawiało się ją na uniwersytetach, a najzdolniejsi absolwenci zostawali jako naukowcy na uczelniach; dziś młodzi zdolni socjologowie pracują w public relations, w reklamie, firmach badania rynku i innych instytucjach prowadzących badania na zlecenie. Nie zmieniło się tylko jedno: w Bieszczadach, na górze odległej od cywilizacji o 40 minut forsownego marszu (przy dobrej pogodzie), szukają azylu i wspólnoty.

By tam trafić, trzeba najpierw dotrzeć do Dwernika, zostawić samochód w zaprzyjaźnionej zagrodzie braci Ciomborów i niebieskim szlakiem odbyć forsowny marsz pod górę najpierw drogą, a potem wzdłuż potoku. Błoto, kamieniste wyboje. Kiedy Chatę budowano, nieodzowny był DET, ciągnik gąsienicowy radzieckiej produkcji, jedyny chyba środek transportu zdolny pokonać to bezdroż...