POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 49 (2481) z dnia 2004-12-04; s. 44-46

Gospodarka / Na Barbórkę

Jan Dziadul

Górnicy na górze

Światowe ceny węgla oszalały. Od kilkunastu miesięcy pną się w górę podsycając nadzieje polskich górników. Na Śląsku już nie mówi się o zamykaniu kopalń, tylko podlicza tegoroczne zyski.

Na fali entuzjazmu odżył pomysł, żeby Polska stała się węglowym zapleczem Unii. Ta euforia nie powinna odwrócić uwagi od prawdziwych problemów. To prawda, że 15 krajów starej Unii Europejskiej zamyka kopalnie i stale zwiększa import. W tym roku kupi 190 mln ton węgla, w tym jak zwykle 18 mln ton z Polski. Większy import jest mało prawdopodobny, bo jakość polskiego węgla jest marna. A kiepski towar jest omijany lub kupowany za grosze.

Nie ten typ

Podstawowym węglem energetycznym używanym w Europie Zachodniej jest typ „6000”. Ostatnio w holenderskich portach trzeba było za niego płacić po 75–77 dol. za tonę. To znakomita cena: – Problem tylko w tym, że w kraju brakuje nam takich gatunków – mówi Michał Sobel, wiceprezes Węglokoksu. – Moglibyśmy od razu sprzedać kilkanaście milionów ton węgla więcej. Ze Śląska do krajów Beneluksu czy Hiszpanii jest w miarę blisko, tylko że nie ma co sprzedawać.

To są skutki polityki energetycznej z czasów socjalizmu – mówi prof. Wiesław ...

Komu kopalnię, komu

O sprzedaży kopalń prywatnym inwestorom myśli się i mówi od dawna. Ale kto by je chciał? Kupca zazwyczaj można znaleźć tylko na coś, co przynosi zyski. Dlatego od kilku lat gotowy jest np. projekt prywatyzacji podlubelskiej Bogdanki. To najlepsza polska kopalnia. Radzi sobie bez względu na koniunkturę. Już dawno powinna trafić na giełdę, ale piętrzą się przeszkody. Jeszcze niedawno Ministerstwo Skarbu Państwa w walce o kontrolę nad Bogdanką faworyzowało Kolmex. Z kolei załoga powołała Korporację Gwarecką, zgromadziła trochę pieniędzy i gwarancje bankowe potrzebne do jej kupna. Ta droga nie spodobała się rządowi. Potem był pomysł włączenia Bogdanki w struktury Południowego Koncernu Energetycznego w Katowicach. Obecnie rząd chce ją sprzedać Elektrowni Kozienice, która słabo przędzie (w 2003 r. elektrownia miała ponad miliard złotych długów i zysk ok. 58 mln zł. Bogdanka, z czystym kontem, przyniosła 100 mln zł zysku). Dla elektrowni byłby to znakomity interes, dla kopalni sprowadzenie do roli zakładu wydobywczego. Równie gorąco jest na południu. Kilka lat temu odmówiliśmy Czechom zgody na kupno przygranicznej, najnowszej w kraju kopalni Morcinek. Swego czasu budżet wydał na nią 700 mln zł. Potem kopalnia została zamknięta, częściowo zasypana. I teraz żal. Przy obecnych cenach węgla koksującego byłoby to dochodowe przedsięwzięcie. Z tego węgla nie zrezygnowali Czesi, którzy starają się o koncesję na wydobycie z polskich złóż.

Są i inne kłopoty. Były wiceminister skarbu Andrzej Szarawarski (być może straci poselski immunitet w związku z oskarżeniami o przekroczenie uprawnień przy prywatyzacji PHS) popierał sprzedaż Jastrzębskiej Spółki Węglowej, największego w Europie producenta węgla koksującego, hinduskiemu koncernowi LNM, który wraz z Polskimi Hutami Stali przejął koksownie w Zdzieszowicach i Krakowie. Najnowszy pomysł to połączenie JSW (w br. ma przynieść 1,4 mld zł zysku) z pozostałymi polskimi koksowniami (Przyjaźń, Zabrze, Wałbrzych i Częstochowa – ich zysk szacuje się na ok. 1 mld zł). Skonsolidowana grupa węglowo-koksowa stałaby się jednym z najsilniejszych graczy na europejskim rynku hutniczym. Na przełomie 2005 i 2006 r. powinna trafić na giełdę. Państwo ma zachować nad nią kontrolę. Z kolei dla Katowickiego Holdingu Węglowego w połowie 2005 r. ma być wskazany inwestor strategiczny. Kompania Węglowa, największy producent węgla, nie jest jeszcze gotowa do prywatyzacji. Rząd dopuszcza zarówno jej sprzedaż poprzez giełdę jak i zaproszenie inwestorów do rokowań. Wcześniej trzeba jednak wyczyścić bilanse. A to kosztuje i trwa.