POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 35 (2156) z dnia 1998-08-29; s. 29-30

Świat

Zdzisław Raczyński

Gorszy rubel w garści

"Dewaluacji rubla nie będzie. Oświadczam to zdecydowanie i wyraźnie" - zapewnił Borys Jelcyn 14 sierpnia. Kategoryczne oświadczenie prezydenta Rosji na krótko tylko uspokoiło sytuację na moskiewskiej giełdzie, gdzie dzień wcześniej akcje większości notowanych spółek straciły podczas jednej sesji 15-25 proc. wartości. 17 sierpnia panika na giełdzie przeniosła się do banków. Kurs sprzedaży dolara wzrósł w kantorach Moskwy z 6,4 nawet do 9,5 rubla.

Wieczorem tego dnia rząd i Bank Centralny Rosji zgodziły się faktycznie na 50-procentową dewaluację rubla. 19 sierpnia na giełdzie w Moskwie nastąpiło kolejne tąpnięcie. "Jeśli giełda byłaby barometrem sytuacji gospodarczej i politycznej kraju, to mielibyśmy do czynienia z rewolucyjnym kataklizmem o ogólnorosyjskim zasięgu" - ocenia sytuację wnikliwy politolog Wiaczesław Nikonow. Lider komunistycznej opozycji Giennadij Ziuganow nie używa trybu warunkowego. "Totalne bankructwo. To nie jest krach rubla. To krach Jelcyna" - stwierdza kategorycznie Ziuganow. Jednak sytuacja gospodarcza i finansowa Rosji, chociaż dramatyczna, nie grozi jeszcze katastrofą. Nawet astronomiczne długi państwa (suma wewnętrznego i zagranicznego zadłużenia sięga 200 mld dolarów) o niczym nie przesądzają - to niewiele ponad 40 proc. PKB Rosji. Wszystko teraz zależy od tego, jak rządowi Siergieja Kirijenki uda się zrealizować plan działań antykryzysowych.

Przejście do płynnego kursu rubla, który ma się wahać w przedziale od 6 do 9,5 rubla za dolar do końca br. (jest to właśnie owo przyzwolenie na dewaluację), pozwoli osłabić trwającą od początku roku presję na rosyjską walutę. Problem polega na tym, ...