POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 32 (2666) z dnia 2008-08-09; s. 100-105

Na własne oczy

Katarzyna Wydra

Gorzka herbata

Widok zapiera dech: bujny, tropikalny las i malownicze wzgórza porośnięte rośliną, którą z łaciny subtelnie zwie się camellia. Zielony dywan aż po horyzont upstrzony kobietami w kolorowych sari. Pod nim skrywa się szara rzeczywistość. Już nie poetyckiej camellii, ale do bólu prozaicznej herbaty.

Prowincja Sylhet leży w północno-wschodniej części Bangladeszu. O ile większość powierzchni państwa jest płaska i poprzecinana rzekami, to tutaj wyrastają góry: Khasia, Jaintia i Tripura. Ich zbocza sycą wzrok turystów, a dla władzy mają znaczenie gospodarcze: średnie temperatury od 8 do 20° C i roczna suma opadów 3,34 mm sprawiają, że świetnie rosną tutaj krzewy herbaty. Sylhet szczyci się aż 132 ogrodami herbacianymi, w tym trzema największymi na świecie w pobliżu miasta Srimangal, które jest nazywane herbacianą stolicą, sercem i pępkiem Bangladeszu.

Herbaciane ogrody... Słowa te niosą ze sobą nutkę egzotyki, obietnicę smaku, dreszcz rozkoszy, ziemską szczęśliwość, boskie doznania, wszystkie kolory tęczy i co tam jeszcze przyjdzie do głowy specom od marketingu. Prawda jest zwyczajnie gorzka. Do raju stąd bardzo daleko.

Dwa listki

Kosz najlepiej nosić na głowie. Można wtedy na chwilę uwolnić ręce. Są w ruchu od wschodu do zachodu słońca. Zrywanie herbaty nie jest proste. Trzeba do tego zręczności i precyzji. Dziewczynki ćwiczą od małego. ...