POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 17 (2753) z dnia 2010-04-24; s. 52-54

Rynek

Andrzej Lubowski

Gra w Chińczyka

Pekin sprzedaje za granicę znacznie więcej, niż kupuje od innych. Coraz częściej widać, że w grze o światowe rynki Chińczycy na różne sposoby faulują.

W dużych amerykańskich sklepach z towarami przemysłowymi trzeba się zdrowo nachodzić, aby znaleźć coś bez etykietki „made in China”. Nawet Polo Ralph Lauren czy Tommy Hilfiger też są stamtąd. Komputery, odzież, sprzęt gospodarstwa domowego, baterie, zabawki. Podobnie zaczyna wyglądać Europa. Jeden z ostatnich bastionów, który oparł się naporowi Chin, to półki z żywnością, ale i tu Chińczycy nie rezygnują z ofensywy. Norwegowie łowią łososia, zamrażają go, wysyłają samolotami do czyszczenia w Chinach, skąd wraca już jako norweski. Izrael, liczący się eksporter warzyw i owoców, sprowadza z Chin mrożonki. U nas Chińczycy wygrywają przetargi na budowę autostrad. Czy za 20 lat na światowych rynkach towarów i usług zostanie miejsce dla kogoś innego niż oni?

Gigantyczna nadwyżka chińskiego eksportu nad importem – w 2009 r. wyniosła 198 mld dol. – oznacza, że reszta świata kupując chińskie towary tworzy miejsca pracy w Chinach, często tracąc własne. Teza, że Chiny to motor światowego rozwoju, jest po prostu fałszywa. Ci, którzy ją lansują – a&...