POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 37 (2158) z dnia 1998-09-12; s. 48-50

Kultura

Piotr Sarzyński

Gra w malarstwo

Kiedy pan kupił pierwszy obraz?

Miałem wówczas niecałe 20 lat. Z pierwszych tenisowych oszczędności kupiłem wówczas obraz współczesnego malarza poznańskiego. To było gigantyczne płótno, które nigdzie się nie mieściło. Początkowo więc stało na strychu u rodziców, a później w moim pierwszym niedużym mieszkaniu, za łóżkiem, wypełniając całą ścianę. Mam je zresztą do dziś.

Wcześnie zaczął pan kolekcjonowanie dzieł sztuki. To była rodzinna tradycja?

W pewnym sensie. Moja mama zbierała porcelanę i meble. Była kolekcjonerką w tradycyjnym poznańsko-niemieckim stylu. Zresztą tak wyglądały mieszkania zarówno obu moich dziadków jak i rodziców: dużo starych mebli i zabytkowych bibelotów.

A na ścianach?

Reprodukcje. Pamiętam, że przez całe dzieciństwo nad moim łóżkiem wisiała reprodukcja "Rybaków" Wyczółkowskiego i "Dziewczynki" Wyspiańskiego.

Pan zaś zaczął nietypowo, od sztuki współczesnej.

Początkowo kupowałem prace ...