POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 11 (2696) z dnia 2009-03-14; s. 74-76

Historia

Jerzy Kochanowski

Gra w zielone

16 marca 1989 r. otworzył podwoje pierwszy kantor wymiany walut. Kończył epokę waluciarzy i cinkciarzy, choć w swej istocie był legalnym przedłużeniem tej nielegalnej w PRL profesji.

Nazwa cinkciarz na określenie osoby handlującej walutą pojawiła się dopiero w końcu lat 60., kiedy coraz liczniejszym zachodnim turystom wypadało zaproponować w języku Szekspira korzystniejszą niż po oficjalnym kursie wymianę na złote dolarów, marek, koron. Termin ten ostatecznie wyparł wcześniejsze, funkcjonujące od okupacji, określenia mobilnych kantorów wymiany (czarnogiełdziarze, waluciarze, koniki). Nie ulega bowiem wątpliwości, że to lata wojny były fundamentem przyszłego nieoficjalnego rynku walutowego w PRL. Wskutek olbrzymiej inflacji i słabości okupacyjnej waluty (tzw. młynarek) większość dużych transakcji realizowano w dolarowych banknotach lub monetach (od ich kursów często zaczynają się zapisy w prowadzonych wtedy dziennikach!).

Zabrzmi to może paradoksalnie, ale wojna, skutecznie mieszając w społecznym i gospodarczym tyglu, zdemokratyzowała dolara, na 50 lat wyprowadzając prywatny obrót walutą na ulicę, do bram, knajp, prywatnych mieszkań. Jeszcze w latach 50. waluciarze z największym stażem z nostalgią wspominali czasy, kiedy okolice warszawskiego placu Napoleona (dziś Powstańców Warszawy) stanowiły dewizowe centrum okupowanej Europy.

Również ...